Czas płynie chyba tak szybko jak Syreny

Dotychczas uważałam, że kalendarz jest w stanie pomóc mi poradzić sobie z uciekającym czasem, a przynajmniej z uświadomieniem sobie jego, zastraszającego czasami, tempa. Aktualnie jednak podręczna i papierowa, co niektórych może dziwić, wersja tego cudu służy tylko i wyłącznie do prób, by połapać się w coraz szybciej przybiegających formach starających się sprawdzić moją wiedzę – zamiennie na – umiejętność robienia ściąg i jeszcze bardziej umiejętnego z nich korzystania.

O upływie czasu uświadamia mnie za to codziennie pojawiający się na moim ekranie komunikat. Wow, za 15 dni wygaśnie mi darmowa wersja programu antywirusowego. O matko, wczoraj dawali mi jescze miesiąc. 

W moim trybie życia jeden dzień równa się jednej kartce. Z tym szczegółem, że mój mózg mieści więcej informacji niż kartka. Biorąc ten fakt pod uwagę, świadomość, że czasami nie daję sobie rady z ogarnięciem treści zaledwie jednej strony, staje się absolutnie przytłaczająca. 

Absolutnie nie przytłacza mnie natomiast fakt, że powinnam teraz zająć się przyswajaniem treści mniej więcej 100 stron zapełnionych historyczną wiedzą, na których słowa jeszcze ciężej mi przeczytać niż notatki mojego kolegi – dyslektyka. Napełniam więc mózg (co?! zapytałyby z ironią – mam nadzieję! – koleżanki) mniej lub bardziej przydatnymi do życia informacjami z różnych portali. Na te plotkarskie staram się nie wchodzić, od kiedy przeczytałam ten artykuł i uświadomiłam sobie, jak to czasami bez świadomości się ogłupiamy. 

Dzisiaj na przykład nie weszłam na Pudelka. Pobawiłam się za to z moim yorkiem. Szczerze? Nie robi to ze mnie chyba mądrzejszej od przeciętnej nastolatki, ale coś w tym jest. Zamiast załamywać się nad głupotą niektórych celebrytów (ewentualnie autorów wymyślonych głupstw), zamiast bawić się w sędzinę i dochodzić, co jest prawdą, a co faktem wymyślonym na potrzeby wzrostu zainteresowania danym tytułem, mogę załamać się nad lenistwem kobiety, która wysłała swojego 6-letniego chłopca do pobliskiego sklepu po chleb, a on, nie wiadomo dlaczego,  wsiadł w pociąg i odjechał jakieś 25 km od domu. I tak jechał i jechał, dopóki jakaś kobieta i jego mama nie zgłosiły w podobnym czasie tego incydentu na policję. 

Mogę się załamywać nad wieloma rzeczami, mam prawo też westchnąć nad mieszkańcami Warszawy, potrafiącymi przede wszystkich krytykować. Ciekawa jestem, co oni zrobiliby, gdyby po odejściu Hanny Gronkiewicz-Waltz mieli szansę trochę ‚porządzić’. Teraz się jeszcze chwilę nadziwię. Szczerze mówiąc, nie wiem, ile czasu zajęło mi dojście do siebie po tym, jak ktoś z rodziny poinformował mnie, że święty Mikołaj nie istnieje, ale myślę, że trochę to potrwa, zanim uwierzę w Syreny, które ponoć naprawdę istnieją. Nie tylko w bajkach! Potwierdzili to naukowcy z amerykańskiej Krajowej Administracji Oceaniczno-Atmosferycznej w specjalnym raporcie. Tak się zastanawiam i myślę… A czas leci.


  • Ach, tak… strasznie szybko czas leci. Naprawdę masz naście lat? Przeglądając Twojego bloga odniosłam inne wrażenie.

  • To samo mogę napisać o Twoim 😀

  • Piszesz bardzo dojrzale, co dla większości ludzi w Twoim wieku jest czymś niemożliwym do osiągnięcia.

  • Zgadzam się z Tobą – ja też staram się jak mogę unikać bezużetecznego, "śmieciowego" pokarmu dla mojego mózgu. Podczas wakacji zdarzyło się, że codziennie sporo czasu spędzałam oglądając głupie obrazki w Internecie. W pewnym momencie stwierdziłam, że pięknie marnuję czas i postanowiłam z tym skończyć. Zaczęła się akcja pt. "Tydzień bez głupich obrazków". Taki odwyk rzeczywiście mi pomógł i sprawił, że po prostu nie marnuję już czasu.
    Pozdrawiam! 🙂

  • Bardzo przyjemnie czyta się twoje teksty.