Rozmiary skandalu i mania wielkości

Nie wiem, czy się śmiać, czy płakać. Świat opanowała jakaś mania wielkości. Przestają mnie już dziwić coraz większe ciężarówki i kilkukilogramowe prawdziwki pokazywane w TVN-owskich „Faktach”. 

Niedługo będziemy w stanie przewozić z jednego miejsca na drugie całe domy. I to prawdopodobnie w jednym kawałku. Nawet nie jakieś takie jednorodzinne. Zakładam, że kiedyś przetransportować (a może teleportować?) uda się całe bliźniaki, szeregowce, bloki a może i wieżowce.

Szczerze? Te wszystkie wizje przyszłości nie robią już na mnie większego wrażenia. Może się trochę boję, co to będzie za te 50 lat, jeśli wszystko rozwija się w tak zastraszającym tempie, ale cóż. Życie. C’est la vie powiedziałaby moja nauczycielka francuskiego. Jeśli o Francję chodzi, to po raz drugi nie wiem, czy się śmiać, czy płakać. A może zacząć się bać? Na pewno nikt nie zabroni mi się dziwić. Pewnie nawet do tego dziwienia się dołączy. 

Próbuję zrozumieć, co Rick Owens miał na myśli, prezentując swoją najnowszą kolekcję. Nie sądzę, by opanowała go mania wielkości. Może raczej chęć szokowania. Udało się. Po paryskim tygodniu mody performance amerykańskiego projektanta ze stepującymi tancerkami plus size na pewno zapadnie w pamięci większości. Matko, znowu ta mania. Nie mylić z La.

Z jednej strony denerwują mnie kontrowersje, które spychają na dalszy plan zdolnych i bardziej spokojnych. Z drugiej staram się zrozumieć współczesny świat. Coraz więcej, mniej lub bardziej sławnych, osób prowokuje, by z tych mniej, stać się bardziej. Wystarczy popatrzeć na przykład Patrycji Wojnarowskiej i westchnąć nad tym, że ciężko gdziekolwiek znaleźć pełny (i wspaniały!) występ Justina Timberlake’a z tegorocznej gali VMA, podczas gdy język Miley Cyrus znajduje się praktycznie wszędzie.  

Podczas gdy pewnych mechanizmów, które rzadzą show biznesem, nie da się zahamować, na chwilę przystanąć możemy my i zastanowić się, co tak naprawdę ma znaczenie. Ilość czy jakość? Przy lajkach nie da się tej drugiej ocenić i dlatego tak to wszystko wygląda. Bo przecież haters make everything famous.


Następny artykułCzas płynie chyba tak szybko jak Syreny
PODZIEL SIĘ
  • w dzisiejszym świecie zdecydowanie liczy się ilość. Dla firm teraz już mniej liczy się kasa a bardziej ilość lajków na fejsbuku. Są nawet w stanie wydać tą kase na wirtualne lajki. Do czego to doszło, żeby po ilości ludzi którzy wcisnęli "lubie to" oceniać, że marka jest dobra albo nie dobra.

  • W Anglii slynne sa gigantyczne dynie. Niedaleko mnie, w Southampton byl chyba jakis festiwal dyni. A co do mega przeprowadzek domow – w calosci – to juz takie rzeczy sie dzieja, co prawda chyba gdzies w stanach, ale jednak jest to mozliwe. Moj chlopak wlasnie oglada program o tym ("wielkie przeprowadzki"). W dzisiejszym swiecie nie liczy sie jakosc, ale ilosc niestety, a czasem liczy sie moc skandalu czy szokowania, tak jak to bylo z Miley Cyrus. Takie zycie, za nim chyba nie nadazymy.