50 zawodów, za wykonywanie których nikt mi nie płaci

Bywają w moim życiu takie dni, poczas których diametralnie zmienia się mój stosunek do świata. Chciałoby się przywołać tytuł wiersza Przerwy-Tetmajera: Nie wierzę w nic. Nie wierzę wtedy, że coś mi się uda, że jakiekolwiek z moich marzeń ma prawo się spełnić, nie wierzę w przypadkowe szczęście. Tworzę swój własny piątek trzynastego w zwykły, roboczy dzień. I na przekór wcześniejszym zapewnieniom, zaczynam wierzyć w… innych ludzi.

Ich talent, większe możliwości, jeszcze więcej talentu i dużo więcej możliwości. Okazuje się, że wcale nie muszę zwątpić we własne siły, by poczuć się gorzej. Niech moja wiara w siebie będzie na takim samym poziomie. Wystarczy po prostu podnieść poprzeczkę i wtedy jeszcze raz spojrzeć w górę.


Wielu z nas w ten sposób postrzega świat. Z dołu. A później inni się dziwią, że mamy na świecie coraz więcej  ludzi, którzy, często na siłę, próbują się dowartościować. Ktoś uporczywie podciąga niewidzialną poprzeczkę, a coraz młodsi potrafią coraz więcej. Patrzę na siedmioletnich jutjuberów i zastanawiam się, czy w pierwszej klasie szkoły podstawowej w ogóle zdawałam sobie sprawę z tego, czym jest internet. Nieważne.

Nie uważam, że znęcanie się nad sobą jest czymś niezbędnym, ale za to kompletnie nieuniknionym. W jeden z gorszych dni zaczynam więc zastanawiać się nad tym, jak wiele wymaga od nas XXI wiek. Dochodzę do wniosku, że wykonuję 50 zawodów i nie dostaję za to żadnych pieniędzy.  W świecie, w którym skazany za pedofilię może zostać proboszczem, nawet przestaje mnie to dziwić. Taka nasza polska rzeczywistość.

Wstaję rano i muszę wykazać się jako kosmetyczka i fryzjerka, co wychodzi zawsze odwrotnie proporcjonalnie. Im lepiej muszę wyglądać, tym gorzej się sprawdzam w wyżej wymienionych zawodach. W międzyczasie prawie jak dermatolog oglądam swoją skórę i niczym dentysta czyszczę zęby a nawet, często reklamowane, przestrzenie międzyzębowe, o których nie można zapomnieć. Dalej nie jest łatwiej. Próbuję wykazać się jako projektantka mody, a może bardziej osobista stylistka? Gdy ulubiona koszula nie ma guzika, staram się coś z tym zrobić. Taka ze mnie krawcowa. Gorzej, gdy trzeba naprawić buty. Kiepski ze mnie szewc. Później podlewam kwiatki, wydaje mi się, że jestem ogrodniczką. Sama sobię kucharzę, a nawet niczym kelnerka, podaję do stołu. Gdy zmywarka przestaje działać, pracuję na zmywaku. W wolne dni bawię się w piekarza i cukiernika, jednak po zjedzeniu zbyt wielu słodkości, zaczynam planować kolejne posiłki, przyjmując postać wykwalifikowanej dietetyczki. Potem zaczynam udawać sportowca i trenera personalnego jednocześnie. Chwilę później mi się nie chce. Cieszę się, że już niedługo będę mogła nazwać siebie kierowcą – nie mylić z kierownicą. Mam jednak nadzieję, że ominie mnie przyjemność bycia mechanikiem. Póki co w drodze do szkoły, staję się krytykiem muzycznym. W słuchawkach niezmiennie od jakiegoś czasu Alicia Keys, a od niedawna, coraz popularniejszy, Dawid Podsiadło. Jednak na szczytach moich muzycznych list króluje od paru dni The Fugees. Jako krytyk literacki, nie mogę doczekać się trzeciej części Dziennika Bridget Jones, którego fragmenty już pojawiły się w brytyjskim Sunday Times i zszokowały czytelniczki informacją o śmierci Marka Darcy’ego. Codziennie sprawdzam się też jako mówca, pisarka a odbierając telefony jako sekretarka. Często z nudów psuję, a potem składam długopisy. Gdy zachwycam się smakiem kawy, można pomylić mnie z baristą. A gdy opiekuję się kuzynami, robię za nauczycielkę, malarkę, plastyczkę, a przede wszystkim nianię. Kiedy nikogo nie ma w domu, staję się muzykiem, tancerką i piosenkarką w jednym. Później bawię się we własnego psychologa i udaję swoją sprzataczkę. Tak jak każdy z nas – z czego nie zawsze jestem dumna – osądzam (sędzia), oskarżam (prokurator), a niektórych bronię (adwokat). Prawie jak dziennikarka zadaję wiele pytań, a gdy włączym laptopa i cieszę się, że potrafiłam coś zrobić, wydaje mi się, że jestem infomatykiem. Podczas rodzinnych uroczystości udaję zamiennie modelkę i fotografa. Gdy ktoś zapyta o drogę, nie zawsze wiem, co powiedzieć. Kiepski ze mnie przewodnik. Nie sprawdzam się zbytnio jako hydrualik, elektryk czy tester gier. Lepsza ze mnie optymistka niż optyczka, ale czytając o przyczynach chorób w internecie, czuję się jak lekarka. Czasem chcę coś kupić, innym razem być sprzadawcą. Bawię się w księgową, by konrolować fundusze. Jedno jest pewne. Wolę być bankowcem niż bankrutem. 

Generalnie mówiąc, jestem kowalem. Kowalem własnego losu, jak każdy z nas. Czasami jednak mam wrażenie, że znajduje się wśród, mniej lub bardziej zdolnych, aktorów. Taki sobie teatr. Czasami wielki cyrk. Wydaje mi się jednak, że chodzi o to, aby zrozumieć różnicę miedzy stwierdzeniem Musisz być sobą, żeby być kimś a Musisz być kimś, żeby być sobą. Ja wybieram to pierwsze.


  • a mnie zadziwia ilość umiejętności, które zdobywa człowiek podczas całego swojego życia 🙂

  • Bardzo mi się spodobał ten wpis 🙂 Najbardziej chyba: "Lepsza ze mnie optymistka niż optyczka" Rzeczywiście jest w nim 50 zawodów?
    PS Dziękuje za poprzedni wpis – zainspirował mnie do stworzenia dzisiejszego tekstu na blog 🙂

  • Nigdy nie zwracałam uwagi na to, jak dużo przeróżnych rzeczy robię w ciągu dnia i ile (wbrew pozorom) posiadam umiejętności… Bardzo dobry tekst 🙂

  • Cholernie optymistyczny post nam zaserwowałaś 🙂 Niecodzienna forma i gra słów – kreatywność to podstawa. Inspirujące słowa na końcu publikacji, czegoś takie bardzo potrzebuję. Pozdrawiam gorąco 🙂

  • Chyba coś w tym jest, ale myślę , że to przez świat mediów czy w szkole. Wymaga się czasem nie możliwego- nikt nie jest idealny we wszystkim – a tego się właśnie od nas czasem oczekuja aż za bardzo.

  • Świetny tekst 😉 bardzo pomysłowy 🙂

    P.S. Trzymam zatem kciuki za znalezienie tej wymarzonej pracy! 🙂

  • sama prawda!

  • genialnie piszesz!
    oryginalny, inny blog, obserwuję i pozdrawiam!

  • naprawdę świetny tekst 🙂

  • Fantastyczny tekst!!!

  • bardzo fajny post 🙂 jak zwykle – chciało by się więcej 🙂

  • Super pomysł na posta 😀 Fajnie się go czytało. No i dotarło do mnie, że też biorę udział w takich sytuacjach, też jestem jedną osobą w wielu wcieleniach.

  • oeeej jak mi się tu spodobało ! 🙂

  • Bo człowiek to jest taka istota złożona,
    Robi wiele rzeczy i zanim się przekona
    Że wiele znaczy i jest wyjątkowy,
    Kompleksami przyprawia o zawrót głowy.

    Świetny blog 🙂
    Pozdrawiam