Daj się zaskoczyć


Nie wiem, czy lubisz niespodzianki, ale mogę Ci zdradzić, że przez jakiś czas samo słowo, które kiedyś wielu z nas identyfikowało głównie z pysznym czekoladowym jajkiem, wybrzmiewało w mojej głowie bardzo niekorzystnie.

zułam wówczas, że zaczynam dorastać do decyzji, iż lepszy byłby brak niespodzianek w tych słynnych plastikowych pojemniczkach – sam w sobie wystarczająco zaskakujący – niż to, co potrafi fundować nam dorosłe (czyt. prawdziwe) życie, a to, musisz przyznać, całkiem poważna deklaracja.

 tamtym czasie wydawało mi się chyba, że dostawanie czegoś, czego kompletnie się nie spodziewamy, ma szansę zyskać pierwsze miejsce w konkursie wyłaniającym najbardziej frustrujące sytuacje. Cóż, dzisiaj pozostaje mi już tylko uśmiechnąć się do tamtej wizji siebie i tego rodzaju ambitnej filozofii.


 pewnym sentymentem wspominam dzisiaj bardzo przyjemne niespodzianki, które mimo tego że nie gwarantowały mi absolutnie żadnych negatywnych doznań, wywoływały grymas na mojej twarzy. Teraz już nikt nie wmówi mi, że nastawienie nie ma znaczenia.

a. I to ogromne. Sęk w tym, że kiedyś wszystkie niespodzianki zyskiwały dla mnie miano nieudanych jedynie ze względu na to, że były niespodziewane. A to że dość ciężko wyeliminować element zaskoczenia w czymś, co ma z natury być zdumiewające i nieprzewidywalne, to już inna kwestia.

a bardzo chyba jednak wówczas skupiałam się na tym, czego się nie spodziewam. Dziś już wiem, że największe znaczenie ma nie to, czego nie oczekujemy, ale uświadomienie sobie, czego najzwyczajniej w świecie nie chcemy. W końcu żadna kobieta (podejrzewam) nie martwi się o to, że jej włosy po nowej odżywce niespodziewanie staną się piękne. Boi się raczej o sytuację do tej przeciwną. Żaden student (tu już raczej mam pewność) nie denerwuje się noc przed egzaminem, że pytania będą tak proste, że mimo braku dostatecznej wiedzy, uda mu się wypaść naprawdę dobrze. Albo bardzo dobrze. Ewentualnie jeszcze lepiej.


zęsto sami się nakręcamy, podświadomie oczekując czegoś, czego kompletnie nie chcemy. Często też po prostu nie wiemy, czego chcemy. I w tym chyba tkwi największy problem. Czasami właśnie z powodu nieusystematyzowania sobie własnych pragnień, dostając coś, czego nie oczekujemy, wydaje nam się, że to nie to, czego moglibyśmy pragnąć.

ażdego dnia sama uczę się tworzyć oczekiwania w oparciu o to, czego naprawdę sobie życzę i czego mogę się spodziewać. Nie wykluczam w tym momencie budowania marzeń, bo jeśli tylko mogę je sobie wyobrazić, to wiem, że mam prawo oczekiwać ich spełnienia. Często też przekonuję się, że im mniej oczekiwań, tym więcej niespodzianek, ale dalej nie wiem, czy to coś, z czego należałoby się cieszyć. Życie na pewno pomoże zweryfikować mi to jeszcze nie raz.


ez względu jednak na to, jak zmienia się nasze podejście do niespodzianek na skutek różnych doświadczeń, muszę stwierdzić, że chyba każdy mógłby przyznać, że czasami po prostu przyjemnie jest móc obudzić się i dać się zaskoczyć.
Podziękujmy więc Nieprzewidywalności… Modląc się, żeby mimo wszystko była dla nas wystarczająco hojna.