Równowaga, spójność, intuicja

Zaczynam rozumieć, co jest w życiu najważniejsze.Najważniejsze jednak nie w powszechnym rozumieniu tego słowa. Gdyby o takowy mi chodziło, mogłabym od razu zacząć rozwodzić się nad zdrowiem, rodziną, miłością i przyjaciółmi. W tym momencie chodzi mi jednak raczej o rzeczy, które sprawiają, że czujemy się tak po prostu dobrze. 
Ze sobą, swoimi przekonaniami. Z własną duszą i osobistym ciałem.  

Strasznie to patetyczne, ale no właśnie, z drugiej strony niezwykle ważne. Szczególnie, że ostatnio wielu z nas żyje w jakimś ogromnym bałaganie. Na insta otagowałabym swój jako #creativemess, chociaż tak naprawdę jednocześnie zapewne nie umiałabym określić, jak bardzo jest on creative ani czy to na pewno mess, czy może raczej coś w rodzaju wiecznej dezorientacji. 

Coś mi przeszkadza, czegoś mi brakuje, z czegoś bardzo się cieszę. Budzę się niewyspana. Chodzę spać, nie będąc śpiąca. Śniadaniowy pudding z nasion chia zagryzam słodkim rogalikiem i od kilku dni codziennie oglądam plotkarskie programy o show-biznesie, chociaż w głębi duszy naprawdę nie akceptuję tabloidów. Coś jest nie tak.

W pierwszej kolejności pomyślałabym – co zrobisz, jak nic nie zrobisz. W końcu tak to już jest, że nieważne jak bardzo byśmy chcieli, to i tak nie jesteśmy w stanie pozbyć się z życia wszystkiego, co nam się nie podoba. Co gorsza, kiedy zdecydujemy się na wyeliminowanie czegokolwiek, nieważne czy to z jadłospisu czy planu dnia, zaczyna nas to coraz bardziej kusić. 
Po wielu doświadczeniach tego typu na szczęście INTUICJApodpowiada mi, że tym, co powinno mnie kusić bardziej niż powszechnie znane materialne pokusy, jest wewnętrzna RÓWNOWAGA.

Równowaga, którą kiedyś błędnie utożsamiałam z ciągłymi skokami, raz to w jedną, raz w drugą stronę. Tłumaczyłam sobie, że jeśli w gruncie rzeczy wychodzę na zero, to znak, że wszystko prawidłowo się równoważy. A jeśli się równoważy, to powinnam czuć się absolutnie okej. Na szczęście z dobrym samopoczuciem nie miało to nic wspólnego. Na szczęście – bo dzięki temu zrozumiałam, że tym, co pomaga nam lubić samych siebie i pozwalać lubić nas innym, jest SPÓJNOŚĆ.

Stan, który wiąże się z pozbyciem się większości wewnętrznych konfliktów i tego irytującego wrażenia, które towarzyszyło mi od dłuższego czasu – wrażenia, że coś jest nie tak. Strasznie to patetyczne, ale no właśnie, z drugiej strony niezwykle ważne…
  
Znudzona odpoczynkiem, zaczynam czytać książki, przeglądać internety i czytać/przeglądać czasopisma. Nadrabiam wpisy na ulubionych blogach, wracam do książek, które zostały gdzieś same dla siebie, takie biedne rozpoczęte, a niedokończone. Przypominam sobie kiedyś poruszane w głowie wątki.
I za każdym razem, kiedy decyduję się na dzień poświęcony czemuś więcej niż leżing, plażing i smażing, który obecnie, niestety, mogę uskuteczniać bez wychodzenia z domu, intuicja podpowiada mi, że wszyscy dążymy do tego samego.

 

Szukamy tego czegoś, co pozwoli nam się czuć dobrze. Ze sobą, swoimi przekonaniami. Z własną duszą i osobistym ciałem. Kiedyś potraktowałabym to jako swego rodzaju egoistyczne pobudki. Dzisiaj jednak wydaje mi się, że jest to pomoc w lubieniu samych siebie i droga do tego, aby czuć się dobrze w towarzystwie innych. 

Równowaga. Spójność. Intuicja. Jak się o tym pisze, to takie patetyczne, dlatego na początku wrzuciłam zdjęcie ananasa. Nieważne, jak bardzo przestało być to wszystko w tym momencie spójne.

 

 

Poprzedni artykułTak ci się tylko wydaje
Następny artykułDaj się zaskoczyć
PODZIEL SIĘ