Tak bardzo lubię ten stan

Wracam z pracy, przyglądając się obcym ludziom w autobusie. Jak zwykle zastanawiam się, jakie mają problemy, o czym w danej chwili myślą i do kogo piszą wiadomości na swoich smartfonach. Rozkminiam, kto z nich uśmiecha się do siebie się w ramach reakcji na wiadomość od ukochanej/go, a kto po prostu jara się tym, że złapał Pokemona.

Otwieram drzwi swojego mieszkania, w kąt rzucam torbę. Zaraz poczęstuję się muffinkami, które upiekłam kilka dni temu dla swoich kuzynów. Przy okazji, oczywiście, wytłumaczę sobie bezgłośnie, że nic się nie stanie, jeśli jednego dnia zastąpią mi one pełnowartościową kolację. Chwilę później wezmę gorącą kąpiel.

chill

Potem usiądę na kanapie, a na kolana wezmę laptopa. Włączę muzykę i zacznę nieśpiesznie wystukiwać na klawiaturze różne słowa. I wiesz co? Uśmiechnę się do siebie. Tak bardzo lubię ten stan.

Później sięgnę po gazetę, a za jakiś czas dotrze do mnie, że dawno nie publikowałam nic na blogu. Zdenerwuję się – przecież tyle razy deklarowałam, że tak to nie może wyglądać. Za bardzo to wszystko lubię, żeby pozwolić sobie na takie zaniedbania.

chill2

Na szczęście niedługo po tej refleksji słowa praktycznie same zaczną pojawiać się na moim ekranie, a w głośnikach zabrzmi Hymn for the weekend. W sumie środa to taki mały piąteczek, pomyślę. I uśmiechnę się do siebie. Tak bardzo lubię ten stan.

Kiedyś był tylko w zasięgu moich marzeń.

karina