Wszystkiego najlepszego! / O publicznym mówieniu o uczuciach

Publicznego mówienia o uczuciach nigdy nie zaliczałam to najprostszych. Na mojej liście rzeczy raczej trudnych wyrażanie się tak zupełnie wprost i naprawdę szczerze o tym, co mi leży mi na sercu, zajmowało od zawsze dość wysokie pozycje.

Bo jeśli ktoś cokolwiek deklaruje wśród większego grona odbiorców, to znaczy, że musi w to wierzyć przynajmniej ciut bardziej lub ewentualnie nie przejmować się tym zupełnie wcale. Idąc tym tropem myślenia, wszystkich celebrytów, którzy postanowili kiedykolwiek na łamach dobrze sprzedających się pism opowiedzieć o swoich miłościach, dzieliłam zwykle na dwie grupy. W pierwszej z nich znajdowali się wszyscy ci, którzy totalnie wierzyli w swoje wyznania, do drugiej z kolei zaliczałam te gwiazdeczki, które po prostu chciały się pokazać.

urodziny

Dzisiaj urodziny obchodzi moja przyjaciółka. Zaczęłam się nad tym wszystkim, o czym właśnie piszę, zastanawiać właśnie wtedy, kiedy w mojej głowie zrodził się pomysł na to, aby publicznie złożyć Jej najlepsze życzenia, zaliczając się przy okazji do tej grupy osób, które jeśli coś mówią, to znaczy, że najpierw bardzo mocno musiały w to uwierzyć.

Kinia, życzę Ci z całego serca czegoś więcej niż wszystkiego najlepszego. Tak naprawdę nie chodzi o to, żeby mieć wszystko, co najlepsze, tylko czuć radość z tego, co się ma. Wobec tego w tej sytuacji moim jedynym i największym życzeniem dla Ciebie jest to, abyś po prostu zawsze czuła się szczęśliwa.

No i pamiętaj, publicznego mówienia o uczuciach nigdy nie zaliczałam to najprostszych…