Jesteś pępkiem (co najwyżej swojego) świata

Bo my jesteśmy tak zajebiście wrażliwi, że już na wstępie przepraszam, jeśli którekolwiek z poniższych słów cię urazi, dotknie albo zmusi do, dłuższej niż zwykle, refleksji. O ile już coś nie zdążyło cię urazić – bo przecież mogło. Przepraszam.

Przepraszam, że mam właśnie ochotę skrytykować smak miętowych czekoladek, bo może ty akurat kochasz nad życie miętowe czekoladki. Istnieje nawet spore prawdopodobieństwo, że ściskasz właśnie jedną w kieszeni. Trzymasz ją na tak zwaną czarną godzinę – która, swoją drogą, zwykle pojawia się u ciebie w przeciągu kilku minut. To nie jest tak, że ja nimi gardzę i się z ciebie właśnie śmieję. W każdym razie, jeśli tak to odbierasz, to najmocniej przepraszam.

96d4780611b41b03240b09410f34e943

Przepraszam, że wyśmiałam wczoraj twoją posłodzoną kawę i nie uwierzyłam w piątkę z egzaminu. Przepraszam, że znowu zapytałam, czy ten facet, z którym ostatnio kręciłaś, naprawdę ma jakąś laskę. Przepraszam, jeśli dotknęło cię to, że nie uznałam jej za brzydszą i gorszą od ciebie.

Przepraszam też za ten mój zeszłotygodniowy wyraz twarzy bezgłośnie pytający o to, co z tobą nie tak. Naprawdę nie chciałam być wtedy niemiła. Nazwałabym to raczej czystą ciekawością.

Przepraszam, że na wiadomość o ślubie twojej przyjaciółki, zareagowałam pytaniem, czy mówisz o tej samej, którą jakiś czas temu zdradził chłopak. Przepraszam, że po radosnej wieści, że od miesiąca się odchudzasz, jęknęłam coś w stylu: i co, nie pyka?. Po prostu nie zauważyłam efektów. Za to też przepraszam.

a04765d7418eecf39b1c0f932b81e09b

Nie, to nie jest tak, że dotknęło mnie nagle jakieś – gigantycznych rozmiarów – poczucie winy. Po prostu ogarnęłam, że biorąc pod uwagę naszą zajebistą wrażliwość – najczęściej na swoim własnym punkcie – wszyscy moglibyśmy się tak bez końca przepraszać. No to spróbowałam (za co przepraszać nie będę).

Stankiewicz ostatnio na swoim blogu (o czym dowiedziałam się dzięki temu wpisowi) napisał o nieoczywistych smutkach i uczuciach, które nie mają nazw. Jednym z nich było to związane z uświadomieniem sobie, że…

… każdy człowiek ma życie równie złożone jak my. Że każdy ma swój własny, osobny świat przyjaciół, ambicji, obaw, przyzwyczajeń i dziwactw. Że to jest ta wielka epopeja, która toczy się wokół nas codziennie i niezauważenie, jak mrowisko, które rozciąga się w głąb ziemi i łączy się tajemnymi, nieznanymi przejściami z tysiącami innych żyć, w których nigdy nie będzie nawet śladu po tym, że myśmy istnieli. Że dla tych wszystkich ludzi jesteśmy niczym więcej jak statystami na drugim planie w kawiarni, porannym korkiem na drodze, rozświetlonym oknem o zmierzchu.

3fa0e94bcbc29e0ce4655f90e2191403

Uderzyło mnie, jakie to szalenie prawdziwe. A że w międzyczasie męczyłam się strasznie z jednym głupim zdaniem, które usłyszałam od kogoś, kogo nie widziałam od kilku miesięcy, to nie mogłam się nie wypowiedzieć. Nie mogłam nie przeprosić.

Bo to przecież trochę tak działa. Wszyscy toczymy wokół siebie te wielkie epopeje i szukamy wszędzie tylko odniesień do naszych osobistych problemów. Jedno nieodpowiednie słowo wypowiedziane przez przypadkową osobę potrafi czasem siedzieć w głowie przez najbliższe trzy tygodnie, jednocześnie tak naprawdę nigdy nie będąc analizowanym w naszym kontekście przez wyżej wspomnianego człowieka. Człowieka, dla którego prawdopodobnie jesteśmy tylko statystą na drugim planie w kawiarni…

Nie wiem, czy wiesz, ale prawdopodobnie jesteś jedyną osobą, która tak mocno zaangażowana jest w twój osobny świat ambicji, obaw, przyzwyczajeń i dziwactw.

I nikt nigdy nie będzie cię za to przepraszał.