Dawaj, dawaj, ale na chwilę możesz przestać

Jeśli ktoś nas zachwyca i fascynuje, to mamy dwie możliwości do wyboru: albo umieścić tę osobę na piedestale i wielbić ją, albo zrozumieć, że patrzymy na nasz własny niezrealizowany potencjał.

Nie uświadamiałam sobie wcześniej tego jakoś specjalnie, ale to chyba faktycznie tak działa – najbardziej podziwiamy tych, którzy mają coś, czego nam w którymś momencie zabrakło.

Próbując w myślach stworzyć sobie listę osób, które mi imponują, wirtualnie spisuję równolegle po kolei własne słabości. Patrząc na tych, których followuję, uświadamiam sobie, jak według własnej wizji mogłabym wyglądać, w jaki sposób pisać i jak się ruszać, żeby w moim rozumieniu idealnie tańczyć.

Wyciągając z każdego to, co najlepsze, buduję sobie w głowie jakiś niestworzony obraz przyszłych osiągnięć. A potem się za tą głowę łapię i szukam opcji, jak tu ją zatrzymać.

90909

Szczerze? Z jednej strony mam dość tych wszystkich warsztatów samorozwoju i wmawiania sobie, że możesz tyle, ile jesteś w stanie wymyślić. Mimo wszystko ciągle jakoś podświadomie w to wierzę i nieustannie próbuję przekonać do tego podejścia moich znajomych. Wszystkich razem i każdego z osobna niejako zagrzewam do walki i jeśli tylko którykolwiek z nich ma gorszy dzień mówię: nie, nie poddasz się, nie zrobisz tego sobie.

Doskonale rozumiem jednak, o co chodziło Malvinie Pe, która ostatnim wpisem apeluje niejako do wszystkich swoich czytelników o bycie gorszymi wersjami siebie.

Ja nie mówię, żeby się nie rozwijać. Nie iść do przodu. Nie realizować jakichś tam postawionych sobie celów czy marzeń, które nam chodzą po głowie. Bez tego życie nie miałoby większego sensu. Ale nie na oślep, nie po trupach, nie bezrefleksyjnie, na boga. Kiedy widzę hasła typu „no pain, no gain”, „go hard or go home” albo “leave your comfort zone”, to mnie mdli. […] Te wszystkie […] komunikaty mówią: PĘDŹ, RÓB, ZAPIERDALAJ, DAWAJDAWAJ, NIE PRZESTAWAJ. Ale żaden z nich nie mówi BĄDŹ.

I w tym cały problem.

I tak zaczęłam sobie ten wpis powoli czytać (polecam na później, bo dobry), a potem, oczywiście, analizować. I wiesz co. Doszłam do wniosku, że to wszystko rozgrywa się o jakiś totalny brak równowagi.

11

Z jednej strony mamy to całe no pain, no gain, dawajdawajnieprzestawaj. Swoją drogą, serio, jakoś niesmacznie zrobiło mi się, kiedy w ostatnim wywiadzie dla K Maga Michał Łojewski, współzałożyciel i dyrektor kreatywny studia projektowego White Cat Studio i właściciel marki modowej UEG, zapytany o to, czy zdarza mu się czasem rysować dla przyjemności, beż żadnego planu i celu, odpowiedział, że nie, bo niestety, NIE MA NA TO CZASU.

Pomyślałam sobie wtedy, że bardzo, ale to bardzo, nie chciałabym, żeby kiedykolwiek brak czasu stał się moim powodem do dumy i braku przyjemności., mimo tego, że ostatnio właśnie z tego powodu (braku czasu, nie dumy) notorycznie się z czegoś wykręcam.

000

Z drugiej jednak strony tak bardzo namawiamy się nawzajem do wyciszenia i zatrzymania. No dawaj, Z., chociaż na chwilę. Przekonujemy się, że czasem zdrowo jest nic nie robić. Że #chill, że #timeformyself, długa kąpiel w wannie i trzy zapachowe świeczki.

Chyba trochę się w tym wszystkim pogubiliśmy, starając się hiperbolizować naszą szarą rzeczywistość na każdy z możliwych sposóbów. Odnoszę wrażenie, że jeszcze bardziej niż kiedykolwiek, chcemy better, faster i o wiele stronger. Prababcia Pająkowa miała rację – żyjemy coraz szybciej.

Oczywiście zdaję sobie sprawę z tego, że sprzedawanie hasła w stylu dawaj, dawaj, ale na chwilę możesz przestać byłoby bardzo niekomercyjne. No ale co zrobisz, jak nic nie zrobisz. Zachęcam wobec tego do kupowania obu wspomnianych wyżej podejść. Ale pod jednym warunkiem. Że będzie je gdzieś można dostać w pakiecie.