You never know

Określenia „nieprawdopodobna historia“, niewiarygodne, niebywałe nasuwają podejrzenie, że to NIE MOGŁO SIĘ ZDARZYĆ, ale przecież sytuacje niesamowite wydarzają się codziennie. Wszyscy ich doświadczamy. I wierzymy w nie, choć splot okoliczności jest tak przedziwny, że aż trudno uwierzyć. I choćby dlatego warto o tym napisać. Przeanalizuj więc, ile czynników musiało się zaistnieć, żeby „to się stało“. Zauważ, że rachunek prawdopodobieństwa w zasadzie je wyklucza.

W zasadzie tak. Ale przecież nie zupełnie.

Zauważyłam, że ostatnimi czasy nieustannie powtarzam sobie i wszystkim swoim znajomym trzy proste słowa, które traktuję poniekąd jako porządny wyznacznik tego, co może lub nie może się wydarzyć. Na każdą wątpliwość, zastanowienie i rozpaczliwe pytanie o to, co to będzie, reaguję bowiem naprawdę banalnym stwierdzeniem. Każdemu (a sobie najcześciej) staram się wytłumaczyć, że przecież nigdy nie wiesz.

Jeszcze jakiś czas temu wydawało mi się, że jestem zupełnie świadoma tego, co szykuje dla mnie życie. Naprawdę wierzyłam w to, że to wszystko, co się wydarza, stanowi jakiś poukładany ciąg przyczynowo-skutkowy. A potem moja rzeczywistość zaczęła się tak idealnie mieszać z jakimiś bzdurnymi wyobrażeniami, stanowiąc – raczej niż pewną logiczną sekwencję – szalony łańcuch nieprawdopodobnych historii.

Nie przestawałam mimo wszystko każdego tego wszystkiego analizować, a potem – niepocieszona wynikami moich interpretacji – określać mianem pewnych splotów niesamowitych okoliczności. Za wszelką cenę chciałam jednak uwierzyć w jakąś jedną spójną całość. Zależało mi na tym, żeby mieć każdego zdarzenia jasno rozpisane przyczyny, porządnie rozpatrzone skutki.

I wiesz co? W pewnym momencie po prostu przestało mnie to obchodzić. Tak jak bym w końcu szczerze uwierzyła w to, że naprawdę nigdy jesteśmy w stanie przewidzieć tego, co się niedługo wydarzy. Co zrobisz, jak nic nie zrobisz – pomyślałam.

A potem zaczęłam się tym wszystkim – co tu i teraz – tak naprawdę cieszyć.

Tak, wiem. Nieprawdopodobna historia.