Dlaczego nie potrafimy się cieszyć?

Balansuję gdzieś na granicy płaczu ze szczęścia i strachu, o to, że wszystko, co dobre, może szybko się skończyć. Gubię się pomiędzy niepohamowaną radością a wątpliwościami, czy przypadkiem nie mam zbyt wiele.

Niejednokrotnie czuję, że to jest ten moment – właśnie spełniam swoje największe marzenia. Z drugiej jednak strony coraz częściej łapię się też na tym, jak próbuję przekonać samą siebie, że nie jest tak super, jak mogło by być, a w zasadzie to nigdy tak dobrze, żeby nie mogło być lepiej.

Dokładnie to samo zjawisko obserwuję u swoich znajomych…

Są piekielnie zdolni, osiągają liczne sukcesy, ale ciągle w jakiś dziwny sposób blokuje ich to cholerne poczucie, że mogą jeszcze więcej i lepiej. Jakby sam progres już nikomu nie wystarczał, a każde działanie musiało być szybsze, mocniejsze i zdecydowanie bardziej efektywne.

No wiesz, niby jest dobrze, niby przeprowadziłam się do Warszawy, prowadzę samodzielne życie, niby poznałam mnóstwo wspaniałych ludzi, mam pracę w zawodzie, ale przecież mogę więcej… – słyszę. I wkurzam się niesamowicie. Na to że zamiast pozwolić sobie tak zwyczajnie ucieszyć się od czasu do czasu swoim szczęściem, wpadamy w wir ciągłego poszukiwania czegoś do poprawki, jednocześnie odbierając sobie prawo do radości.

Bo przecież jak za głośno się śmiejesz, to znaczy, że cały świat masz w poważaniu i jesteś zarozumiałym egoistą, który myśli tylko i wyłącznie o swojej przyjemności. Nieważne, jak długo pracowałeś na to, żebyś dojść do punktu, w którym teraz jesteś.

Cudze szczęście fajnie się podgląda, ale jest ono jednocześnie bardzo trudne w akceptacji społecznej. Tak bardzo lubimy sobie przecież wspólnie ponarzekać. A w konsekwencji dojść do punktu, w którym razem znajdziemy problemy nawet tam, gdzie ich nie ma.

To nie jest apel o to, żeby apetyt na sukces nie rósł nam w miarę jedzenia.

To nie jest sztuka nakłonienia kogokolwiek do tego, żeby nie pracował ciężko, nie miał oczekiwań i nie stawiał sobie wysoko poprzeczki.

To nie jest nawet apel o szczęście, bo jego nierzadko nam nie brakuje.

To jest najzwyklejszy w świecie apel o radość.
Z tego, co tu i teraz.