O spamowaniu szczęściem i hashtagowaniu miłości

Pamiętam to jak dziś. Siedziałyśmy w AÏOLI przy Świętokrzyskiej. Było ciepło, miałyśmy dobre miejsca, jedzenie i jeszcze kilka innych powodów do szczęścia. Płynnie przechodziłyśmy pomiędzy tematami.

Od oferty lunchowej swobodnie przeszłyśmy do obrony naszych licencjatów. Mówiłyśmy też o podróżach, rozpoczęciu kolejnych studiów i moich zdjęciach na Instagramie. Zapytałaś, czemu Jego na nich nie ma. Właśnie wtedy ci się do tego przyznałam.

Gdzieś pomiędzy gazpacho a hamburgerem powiedziałam ci, że po prostu się boję. Zapeszać, spamować szczęściem i hashtagować miłość. Wiesz, jest serio wszystko super. Ale przecież nigdy nie wiesz, co będzie – przyznałam. A ty przyznałaś mi rację i dalej pytałaś.

I wtedy pomyślałam, że masz cholerną rację.
Przecież nigdy nie wiem, co będzie.

Przyszłam do domu, opublikowałam Jego zdjęcie.