Obwiniałam się za każdą uronioną łzę

Szalenie cenię sobie wszystkie wpisy innych blogerów rozpoczynające się słowami to nie był dla mnie łatwy tekst. Darzę te posty olbrzymim szacunkiem, bo wiem, jak czasem ciężko przed samym sobą przyznać się do swoich kompleksów, lęków czy słabości, a co dopiero opowiedzieć o nich szerszej publiczności.

Mówiąc szczerze, ten wpis również miałam ochotę zacząć w podobnym stylu. Chciałam przyznać już na samym wstępie, że to, co przeczytacie poniżej, trochę we mnie ewoluowało i stało w kolejce do tego, żeby w ogóle trafić na czysty arkusz w Wordzie.

Przez długi czas miałam poczucie, że po prostu nie wypada mi narzekać, czuć się niewłaściwie, ani tym bardziej mówić o tym głośno. Przecież mam idealne życie. Kochającą rodzinę, cudownego chłopaka, pracę w międzynarodowej modowej firmie, do której chodzę z przyjemnością i ukończone studia z piątką na dyplomie na najlepszej uczelni w Polsce.

Teraz jak myślę o tym, że jakiś czas temu w ogóle bałam się o tym wszystkim marzyć, kręci mi się w oku łezka. Uśmiecham się na samą myśl na wspomnienie o tym, jak przeprowadzałam się do własnego mieszkania w Warszawie. Dopiero kiedy o tym piszę, uświadamiam sobie, że prawdopodobnie sięgnęłam ówczesnego szczytu moich aspiracji. Apetyt jednak na szczęście urósł w miarę jedzenia.

Mając świadomość, ile dobra mnie spotkało w ciągu ostatnich kilku lat, po prostu głupio było mi się czuć chociaż odrobinę niewłaściwie. Obwiniałam się więc za każdą uronioną łzę. Przecież inni ludzie mogą ci tylko zazdrościć, myślałam. A potem przez tę zazdrość, która potrafiła zepsuć najlepsze przyjaźnie, też płakałam.

Wielokrotnie ogarniał mnie wstyd przez to, że coś w ogóle mogło mi nie pasować. Na szczęście w pewnym momencie coś mnie tknęło i uświadomiłam sobie, że tak samo jak uśmiech nie oznacza szczęścia, tak sporadyczne łzy nie sygnalizują jego braku.

Kasia Miller powiedziała kiedyś, że sam fakt, że możemy sobie siedzieć w bezpiecznym mieszkanku i chwilę popłakać, jest w gruncie rzeczy wyrazem ogromnego szczęścia. Przecież nikt nam nie przeszkadza, jest ciepło, mamy co jeść. A to że chcemy od czasu do czasu dać upust emocjom? Serio? ; )