Przepraszam, Czerwony

Jeśli chodzi o kolory, jestem bardzo zachowawcza. W mojej szafie zdecydowanie dominuje Czerń. Uwielbiam czarne rurki, dzwony i oversizowe bluzy. Kocham się też w czarnych ramoneskach i długich ciemnych płaszczach. Prawie do każdych zakupów dobieram sobie na zapas przynajmniej jeden czarny basic.

Co jakiś czas z pewną nieśmiałością przysłuchuję się jednak tym wszystkim historiom o magicznym działaniu kolorów, nieustannie wyznając zasadę, że czarny kombinezon może być równie seksowny co krótka czerwona sukienka.

Nie oszukujmy się. Przecież to tylko jakieś głupie, utarte stereotypy, myślę. Niebieski cię nie uspokoi, zielony wcale nie doda nadziei.

Właśnie z podejściem wybieram się na zakupy. Dzień przed wylotem do mojego chłopaka. Zaczynam tradycyjnie od buszowania pomiędzy czarnymi T-shirtami, a potem dosłownie rzucam się w Oysho na ten czerwony kombinezon, pełna nadziei, że został jeszcze mój rozmiar. Chwilę później stoję już w sklepowej przymierzalni. I najpierw szeroko uśmiecham się do swojego odbicia w lustrze, a za kilka dni do Niego, kiedy słyszę wypowiadany komplement.

Zwracam honor, drogi Czerwony. Ty naprawdę działasz.

Jedwabna koszula, Uterque, 425 zł
Okulary przeciwsłoneczne, Dolce&Gabbana, 655 zł

Czółenka, Gino Rossi, 249,90 zł
Mule ze sprzączką, Uterque, 425 zł
Marynarka, Uterque, 625 zł

Sandały na obcasie, River Island, 319 zł
Koszula w paski, Zara, 79,90 zł
Torba, Love Moschino, 719,20 zł