W 226 słowach o tym, jak stałam się szczęśliwa

Kiedyś wydawało mi się, że jeśli człowiek jest szczęśliwy, to znaczy, że ma idealne życie (a jeśli nie idealne to przynajmniej zajebiste albo superfajne).

Miałam wrażenie, że ci wszyscy szczęśliwi ludzie zawsze wyglądają perfekcyjnie, są uśmiechnięci i na pewno nie mają żadnych problemów. Jakoś podświadomie wierzyłam w to, że problemy z natury czynią człowieka nieszczęśliwym. Haha. Bzdura.

Mimo wszystko przez dłuższy czas wmawiałam sobie, że szczęśliwych ludzi otaczają tylko inni wspaniali (i na pewno szczęśliwi) ludzie. Myślałam sobie, że ci szczęśliwi nigdy nie tracą przyjaciół i nie chodzą do pracy – o ile nie stanowi ona przyjemności, za którą inni szczęśliwi ludzie wypłacają im miliony monet.

Podświadomie próbowałam więc czasem szybciej, czasem wolniej przybliżać do tego punktu, w którym w końcu nie będę musiała się niczym przejmować. W skrócie: byłam bardzo naiwna i na własne życzenie tylko oddalałam się tego, czego najbardziej pragnęłam.

Nie oznacza to, że całe życie byłam jakaś wyjątkowo ponura czy nieszczęśliwa. Oczywiście, zdarzały się momenty, kiedy chciałam zdobywać szczyty z uśmiechem na twarzy i takie, w których marzyłam tylko o tym, żeby schować się pod kołdrę i już nigdy spod niej nie wychodzić, ale ktoś mądry kiedyś powiedział, że mniej więcej na tym polega Życie.

Na szczęście w pewnym momencie przestało mi się wydawać, przestałam też ciągle „mieć wrażenie“ i za dużo myśleć. To właśnie wtedy tak naprawdę poczułam, jak bardzo jestem szczęśliwa.

Poprzedni artykułCoś we mnie krzyczy
Następny artykułPrzemyślałam sprawę
PODZIEL SIĘ