Wariuję bez ciebie

Siedzę w samolocie. Z rozmarzeniem w oczach wyglądam przez okno, a w moich uszach rozbrzmiewa kolejny utwór, który niesie za sobą rozmaite wspomnienia. Pulsuję. Jeszcze tylko półtorej godziny, godzina, pół, dziesięć minut, dwieście kilometrów, jedna stacja.

s o u n d t r a c k 

Lecę do ciebie. Siedemset trzydzieści trzy kilometry na godzinę. W międzyczasie obserwuję ludzi, próbując zgadnąć, ilu z nich też nie może się doczekać, aż ktoś zacznie ich uwodzić wzrokiem i przyciągać do siebie dłońmi. Kiedy zbliżamy się do lądowania, już prawie czuję, jak dotykasz mnie nie tylko słowami, ale też obejmujesz całym swoim ciałem.

Gdziejesteśniewidzęcięjacięwidzęzaczekajjużdociebieidęjestem.

Uśmiechasz się. Oboje dobrze wiemy, że jeszcze chwila i zaczniemy pulsować oboje. W tym samym tempie. Szepczę ci do ucha, że wariowałam bez ciebie.

Nie muszę długo czekać, żeby uświadomić sobie, że przy tobie przecież też ciągle to robię.