Zakładamy jeansy, idziemy w miasto

Czyli o poważnej decyzji, jaką podejmujemy stojąc przed otwartą szafą codziennie rano.

Koleżanka zapytała mnie ostatnio o to, co myślę o jej butach. Powiedziałam, że są ok, nie w moim stylu, ale no, takie… klasyczne. Wiem, wiem, ty jesteś taka bardziej fancy – usłyszałam. 

Coś w tym jest. Jeszcze jakiś czas temu podczas zakupów w ogóle nie pojawiał się u mnie dylemat w stylu: chciałabym coś bardziej szalonego czy może lepiej zainwestować w typowy basic? Przez długie miesiące po prostu kupowałam to, co chociaż trochę różniło się od pozostałych.

Jeśli miałam możliwość wybrania kurtki z cekinowym tyłem albo czarnej marynarki, oczywiście, decydowałam się na efektowne świecidełka. Bardziej niż klasyczne dżinsy interesowały mnie wówczas te totalnie postrzępione. O zwykłych t-shirtach nie było mowy. Kochałam się za to w oversizowych i pełnych naszywek katanach, pod które finalnie nie wiadomo było, co założyć.

Liczyło się to, żeby dać się zauważyć.

Wczoraj M. podesłała mi parę linków, a chwilę potem w mojej przeglądarce pojawiły się spódnice o różnych wzorach, kolorach i fasonach. W końcu padło fundamentalne pytanie: No to która?

I wiesz co. Tak sobie pomyślałam. Że w gruncie rzeczy wszystkie zakupy opierają się przecież o to, żeby dzisiaj decydować, kim będziemy chcieli być za te kilka dni. Czy dziewczyną w spódnicy w kwiaty? A może zachce nam się nagle koszulowej bluzki w koła?

Ktoś mądry powiedział kiedyś, że stojąc przed otwartą szafą, wcale nie stoimy przed wyborem, jak chcemy danego dnia wyglądać. To właśnie w tym miejscu codziennie rano podejmujemy poważną decyzję dotyczącą tego, jaką tożsamość przybrać.

Gdybyś zapytała mnie teraz, powiedziałabym rzuć spódnice!. Zakładamy jeansy w perły, idziemy w miasto.

Jutro nikt nas nie będzie widział. Posiedzimy w dresach.

Jeansy, Uterque, 375 zł