Nie zrozum mnie źle

przysięgnij, że już nigdy więcej nie będziesz mi niczego obiecywać. że w końcu odłożysz na bok te wszystkie nierealne wymagania i że raz na jakiś czas tak po prostu odpuścisz, a potem jeszcze uznasz, że to tak w zasadzie całkiem miłe uczucie.

nie zrozum mnie źle. ja nadal chcę, żebyś miała liczne marzenia i cele. możesz je sobie nawet dzisiaj spisać wszystkie na jakiejś zwykłej kartce swoimi nowymi cienkopisami stabilo, chociaż, kiedy to mówię, zaczynam się trochę o ciebie bać. wiesz czemu? bo mam świadomość, że będziesz potem patrzyła na tę kartkę codziennie rano i zastanawiała się, co robić, żeby osiągnąć to wszystko jeszcze szybciej.

a ja bym po prostu chciała, żebyś w końcu przestała za dużo myśleć. żebyś spróbowała nie zastanawiać się, dlaczego ktoś powiedział, że zadzwoni, a potem nie zadzwonił. żebyś nie miała poczucia, że musisz wszystko wiedzieć i rozumieć. bo nigdy wszystkiego się nie dowiesz. i może nawet lepiej, że nie zrozumiesz.

chciałabym, żebyś odpoczęła i nie analizowała. żebyś w końcu postarała się tak po prostu zaakceptować to, co się wydarza, nie odpowiadając przy okazji wygórowanymi oczekiwaniami na każdą usłyszaną obietnicę. marzy mi się, żebyś nigdy nie mówiła nigdy i swoim tempem szła sobie spokojnie do przodu.

życzę ci tego, że żeby ciągle ci się chciało i żeby wszystko wychodziło tak naprawdę od ciebie. żebyś wcale nie miała powodów do tego, żeby się cieszyć, kiedy ktoś ci powie, że powinnaś odpuścić. tak naprawdę to trzymam kciuki za to, żebyś po prostu cieszyła się wszystkim tym, co robisz.

a te wszystkie nie-realne wymagania tak po prostu bez przymusu realizowała, zamiast do nich nieustannie wzdychać.