Ja i moja nowa przyjaciółka

Niektórzy ludzie twierdzą, że nie umieją pisać. Jeszcze inni mówią, że nie umiom, ale to trochę inna bajka. Jak z kolei nie potrafię nie pisać. W przerwach od pisania snuję plany na kolejne teksty, a kiedy wydaje mi się, że umiejętność składania słów w pełną spójną całość już na dobre mnie opuściła, oznacza to tylko jedno. Prawdopodobnie niedługo spod moich palców wypłynie kolejny nowy tekst.

To samo wydarza się i tym razem. Kiedy piszę do M., że nie mogę się zebrać, żeby coś napisać (taki paradoks), dostaję od niej najlepszą receptę na moje schorzenie – Po prostu usiądź i pisz. No to siadam, a nawet się kładę i pozwalam potokowi wyrazów płynącemu w mojej głowie, powoli zacząć zapełniać coraz większą część ekranu.

A kiedy na chwilę z tymi wszystkimi literkami nieco stopuję, myślę sobie, że gdybym rzadziej wierzyła w to, że nie mogę, z pewnością mogłabym zrobić dużo więcej. 

W reakcji na to stwierdzenie, do listy swoich planów do zrealizowania dopisuję kolejny już dzisiaj punkt.

  1. Zrozumieć, że jeśli tylko zechcę, to będę potrafiła bardzo wiele. 

(Hej, będzie dobrze.)

Następnie postanowienie pojawia się kilka godzin później. Niemal odruchowo chwytam za długopis podczas przeglądania najnowszego Elle. Chwilę później już podekscytowana zapisuję:

  1. Zbudować dobrą relację z kumpelą Caroliny Herrery, która w rozmowie z Marcinem Świderkiem dotyczącym m.in. jej sukcesu przyznała, że:

„Zaczynałyśmy we dwie. Ja i moja przyjaciółka konsekwencja.”

(Hej, może być tylko lepiej.)

***

Do napisania/przeczytania już wkrótce.