Najbardziej lubię te momenty „przed”

Najbardziej lubię te momenty przed. Kiedy mogę się tak zupełnie zrelaksować, gdy wiem, że już za chwilę się to wydarzy. Zawsze celebruję to przyjemne uczucie i świadomość, że jestem gotowa.

Zanim jednak ono nadejdzie, cieszę się już na samą myśl, że niczego więcej mi w tych nadchodzących chwilach nie będzie do szczęścia potrzeba. Lubię się wtedy nieśmiało uśmiechnąć. Z każdym razem jestem też coraz lepsza w tym, żeby za dużo nie analizować.

A już już zdarzy mi się o czymś pomyśleć, to myślę sobie, że czasem po prostu tak wypada. Że w gruncie rzeczy to nawet dla własnego zdrowia trzeba regularnie tracić świadomość i tak zwyczajnie bez żadnych zahamowań wtulonym w niego (koc) albo w nią (kołdrę) tak po prostu odpływać. Najlepiej każdej nocy. Na conajmniej 420 minut.

Czy wy też, tak jak ja, uwielbiacie zasypiać?