Nie jest to coś, co można stworzyć sztucznie

Gdyby ktoś tak w biegu zapytał mnie o ulubionych pisarzy, pewnie nie wiedziałabym co powiedzieć. Znając życie, sytuacja wyglądałaby opodobnie w przypadku pytania o najładniejsze (moim zdaniem) kolory i te najbardziej urzekające kwiaty.  Nad szczerymi i kompletnymi (!) odpowiedziami zapewne głowiłabym się godzinami.

A wystarczyłoby po prostu zabrać mnie do kwiaciarni, spojrzeć, z jakim nastawieniem patrzę na wybrane książki i najzwyczajniej w świecie otworzyć moją szafę. Wówczas wszystko od razu stałoby się wyjątkowo jasne. Chociaż może akurat to nie jest najlepsze słowo, jeśli już nawiązujemy do zawartości mojej garberoby.

Kiedy na sklepowych półkach zauważam najnowszą książkę Murakamiego, nie mogę przejść obok niej obojętnie. To właśnie ten moment, w którym decyduję się zapłacić za przyjemność przeczytania napisanych przez niego słów uświadamia mi, że twórczość japońskiego autora musi mnie naprawdę kręcić.

Co więcej, mam ochotę się nią dzielić i o niej rozmawiać. I choć ostatnia książka Murakamiego, którą mam właśnie na myśli (Zawód: powieściopisarz) jest zbiorem esejów stricte poświęconych pisaniu (i byciem pisarzem w ogóle), jestem głęboko przekonana, że może ona stanowić niemałą inspirację nie tylko dla tych, którzy na codzień tworzą dzieła literackie.

Mnie osobiście urzekła. Niech najlepszą recenzją będzie to, że książkę Zawód: powieściopisarz miałam wziąć ze sobą na wakacje, ale kiedy po kilku dniach od jej zakupu, zaczęłam się pakować, nie było już, co czytać. Puszczam więc dalej w świat fragment jednego z esejów Murakamiego. Tak bardzo o tworzeniu. I jeszcze bardziej o życiu. Enjoy!

Wydaje mi się (a raczej życzyłbym sobie, żeby tak było), że to naturalne poczucie swobody leży u podstaw mojego pisania. Jest jego siłą napędową. Gdyby porównanać to do samochodu, jest silnikiem. Fundamentem wszelkiej pracy twórczej musi być głęboka, spontaniczna radość. Oryginalność to właśnie taka forma będąca rezultatem naturalnego pragnienia, impulsu, by przekazać wielu ludziom jak najwierniej taką swobodę myśli, radość z braku ograniczeń. 

Czysty wewnętrzny impuls to coś, co pojawia się naturalnie i spontanicznie, nadaje formę i styl. Nie jest to coś, co można stworzyć sztucznie. Choćby błyskotliwi ludzie nie wiem jak ruszali głową, choćby posługiwali się schematami, nie uda się tego sfabrykować, a nawet gdyby się udało, pewnie długo by się nie utrzymało. Jak roślina, która nie zapuściła porządnych korzeni. Jeśli przez pewien czas nie będzie deszczu, wkrótce straci siły życiowe, przywiędnie i uschnie. A jeśli spadnie obfity deszcz, zmyje ją i poniesie. 

To tylko mój osobisty pogląd, ale jeśli pragniesz wyrazić siebie, dobrze jest wyobrazić sobie nie to „czego pragniesz”, a „czym jesteś ty niczego niepragnący”. Jeżeli próbuje się wprost zbadać kwestię „czego pragnę”, nie da się uniknąć poważnego obciążenia. I w wielu wypadkach im większe obciążenie, tym bardziej swoboda się oddala, kroki się spowalniają. A kiedy kroki się spowolnią, tekst traci energię, pozbawiony energii zaś nikogo – nawet samego autora – nie porwie.

W porównaniu z tym, „ja, który niczego nie pragnę” jest lekkie i miękkie jak motylek. Można otworzyć dłonie i swobodnie tego motylka wypuścić. A tekst sam popłynie.*

*Haruki Murakami, Zawód: powieściopisarz