Uwaga. Siadam przy biurku, będę planować życie. Rozpisywać treningi i decydować, kiedy zrzucę kolejny kilogram. Będę rozstrzygać, na czym mi zależy, a potem monitorować swoje osiąg/niedociąg-nięcia.

Będę tworzyć sobie w głowie kolejną wersję siebie i zapisywać różnego rodzaju dążenia. Że półtora litra wody dziennie, że niemiecki chociaż przez 15 minut co 24 godziny, że niedługo w końcu urlop (to z wykrzyknikiem i na kolorowo).

Serduszka i gwiazdki

Będę ze sobą szczera i w którąś idealną rubryczkę wpiszę nawet, ile mam centymetrów w talii i jaką liczbę pokazała rano waga. Będę rysować serduszka i gwiazdki. A na kartce z wrześniem zaznaczę swoje urodziny.

Będę wyrabiać nawyki w poczuciu, że można. I akceptować fakt, że czasem nie będę miała na to wszystko siły. Będę nawet doskonale rozumieć samą siebie, kiedy znowu z wyrzutami bezgłośnie zacznę pytać, dlaczego nikt nie jest w stanie obiecać realizacji moich marzeń.

Ostatecznie wygram

A potem sama sobie te wszystkie sukcesy obiecam i po raz kolejny się podniosę. Będę cisnąć. Czasem nie tak mocno, jak bym sobie to wyobrażała. ale ostatecznie wygram. W najgorszym wypadku czegoś się przecież nauczę.

A potem znowu spojrzę na wszystkich tych, którym co nieco wyszło w życie i zamiast wystawiać ich na piedestale i wielbić, uwierzę w to, że w gruncie rzeczy ciągle patrzę przecież na swój własny niezrealizowany potencjał.

Usiądę wtedy przy biurku i bardziej doświadczona tak zupełnie od nowa zacznę planować życie.