Nie będę Was oszukiwać. Nie jestem typem YOLO. Wszystkie moje spontany są zazwyczaj starannie zaplanowane. Uwielbiam się bawić, ale wiedząc wcześniej, z kim będę to robić i na jakiej imprezie. Mimo wszystko niektórzy czasem mówią, że jestem szalona, co zwykle traktuję jako prawdziwy komplement. Dla dobra nas wszystkich wyjątkowo nie dociekam, tylko zwyczajnie z uśmiechem na ustach dziękuję.

Mówię, że wyjątkowo, bo na ogół strasznie dużo myślę. Nie wiem, na ile będzie to dla Was śmieszne i jak bardzo temat wszelkiego rodzaju tabelek jest Wam bliski, ale mój chłopak zapytał mnie ostatnio, czy wiem, jaką formułą w Excelu bym była, gdyby takowa istniała. Mówiąc szczerze, liczyłam na jakieś romantyczne =suma(ja+ty), ale jemu chodziło o =cojeżeli…

No risk, no fun

Przez długi czas bałam się nawet najmniejszego ryzyka. Chciałam po prostu robić dobrze, co w przypadku tych wszystkich mniej lub bardziej poważnych decyzji, przed którymi dotychczas stawałam, zawsze oznaczało jeden wielki znak zapytania. Pytanie o zdanie reszty świata, dumnie reprezentowanej przez kilku moich najbliższych przyjaciół, nigdy nie ułatwiało sprawy. Szczególnie wtedy, kiedy stawiałam sobie za cel działanie w zgodzie ze wszystkimi uzyskanymi poradami.

Najgorzej było wtedy, kiedy po setkach rozmów z najbliższymi i tak ostatecznie decydowałam się robić coś, co nie zgadzało się z absolutnie niczyim zdaniem. Irytowała mnie sama świadomość, że mówię jedno, myślę drugie, a robię jeszcze coś innego. Człowiek powinien być spójny – myślałam – a nie decydować się na coś konkretnego, tylko po to, żeby potem szybko się z tego wycofywać.

Nie ma złych decyzji

Dopiero z czasem zaczęłam rozumieć, że decyzji nie powinno dzielić się na te dobre i złe, tylko podjęte i niepodjęte. I że w gruncie rzeczy każda z nich może być okej, jeśli tylko ktokolwiek kiedykolwiek będzie miał o niej pozytywne zdanie.

Być konsekwentnym to złudzenie, fikcja, bajka. Wszystko, co ludzkie, jest sprzeczne, mówimy jedno, a czujemy i robimy co innego. Zrozumienie tego okazało się wielkim wyzwoleniem. Moje pokolenie cechuje humor, ironia i olewający stosunek do wszelkich świętości. Podoba mi się bycie paradoksalnym, sam sobie cały czas zaprzeczam. Mieć w tej samej minucie dwie wykluczające się myśli, to nie tylko możliwe, to bardzo naturalne*

*Virgil Abloh w wywiadzie dla System Magazine