Mówi się, że niedziela najbardziej cieszy w piątki rano. Bo jak przychodzi co do czego, to okazuje się, że koniec weekendu myślami zabiera cię już w okolice przyszłego tygodnia.

Leżysz na kanapie. Niby ciągle masz ochotę wracać do wspomnień z soboty, ale tak naprawdę podświadomie planujesz już coś na poniedziałek. Wyobrażasz sobie, co ubierzesz do pracy i podjadając słodycze, instynktownie mówisz tak przejściu na dietę.

Nowy tydzień rozpoczynasz więc od bezcukrowych płatków polanych beztłuszczowym mlekiem. Potem już tylko jakiś owoc, a wieczorem… znowu rzucasz się na lody. W ciągu kolejnych kilku dni wpada jeszcze pizza (bo promocja), kilka drinków (bo impreza) i powiększone frytki (bo po imprezie). Zmianę nawyków zostawiasz na kolejny poniedziałek.

Tulipany

Czekolada, papierosy i niespodzianki

Dobra wiadomość jest taka, że to bardzo normalne. I wcale nie oznacza, że jesteś skazany na bycie otyłym obżartuchem. Nigdy nie jest za późno na zmiany. A ta gorsza? Że z tymi zmianami w większości przypadków bywa cholernie trudno. Jak stwierdza psychoterapeuta, Andrzej Wiśniewski w wywiadzie dla styl.plkażda zmiana, nawet na lepsze, jest kryzysem. Kryzysem, który wymaga od nas wejścia w zupełnie nowe role i wyłączenia instynktu, który dotychczas pozwalał działać bez zastanowienia.

Do tej pory jak miałaś ochotę na czekoladę, to jadłaś czekoladę. Chciałaś do niego zadzwonić? Dzwoniłaś. Chęć na papierosa? No to papieros. Jeśli jednak chcesz się od czegoś odciąć, musisz zacząć podważać te wszystkie odruchowe pobudki i być przygotowanym na niespodzianki.

Oficjalnie, większość z nas deklaruje, że naprawdę je uwielbia. Ale chyba mimo wszystko jest w nas zakorzeniony jakiś wewnętrzny strach przez zaskoczeniami. To właśnie dlatego tak bardzo przeraża myśl o samotnym chodzeniu w nocy po lesie. Przecież nie mamy problemu z panującym wówczas spokojem i tym, że będzie bardzo ciemno. Raczej boimy się, że mogłoby stać się coś, do czego kompletnie nie jesteśmy przygotowani.

Efekt utopionych kosztów

Ze zmianami związana ściśle związany jest tak zwany efekt utopionych kosztów, który bardzo fajnie opisał u siebie ostatnio Andrzej Tucholski.

“Efekt utopionych kosztów” to takie zjawisko, że jeśli ponieśliśmy na poczet czegoś spore koszty (czas, pieniądze, emocje, wysiłek – natura kosztu jest drugorzędna) to będziemy się potem tego czegoś kurczowo trzymać i próbować to ratować, nawet jeśli obiektywnie popełniliśmy błąd i całe przedsięwzięcie nie ma sensu. To zachowanie nielogiczne, nieintuicyjne i sprzeczne z ekonomią.

I to właśnie dzięki niemu tkwimy w niesatysfakcjonujących związkach i oglądamy do końca słabe seriale. To dzięki niemu siedzimy po uszy w friendzone’ach, ciągle licząc na coś więcej. To dlatego nie rzucamy beznadziejnych studiów i nie wychodzimy w trakcie filmu z kina.

Bo już w jakimś sensie w to wszystko zainwestowaliśmy. Nieważne, czy będą to czas, uczucia, nadzieje czy pieniądze. Słabo? Bardzo słabo. Teoretycznie wszystko jest jasne. Przesłanie? Powinniśmy rezygnować z tych rzeczy, które nie mają szans na poprawę i pozwalać im ustępować miejsca czemuś lepszemu.

Rezygnacja równa się smutek

Tylko że w którym momencie możemy tak naprawdę stwierdzić, że książka jest na tyle słaba, że już nas niczym pozytywnym nie zaskoczy? Kiedy wypadałoby w końcu dać sobie spokój z kiepskim związkiem? A kiedy wreszcie uwierzyć w to, że coś w ogóle prawdopodobnie nigdy nie będzie miało szans się zdarzyć? Kiedy składać wypowiedzenia w pracy? Przy którym spotkaniu decydować, czy ktoś nam się serio nie podoba?

Jak mamy podjąć świadomą decyzję o traceniu nadziei, jeśli podświadomie tak bardzo nie lubimy rezygnować? Nawet słownik PWN stwierdza, że rezygnacja równa się smutek. Przypadek? Nie sądzę.

rezygnacja

1. «zrzeczenie się lub zaniechanie czegoś»

2. «stan przygnębienia i zniechęcenia towarzyszący zgodzie na sytuację, której nie można zmienić»

Wiesz, zawsze możesz zapytać znajomych. Oni na bank zawsze będą wiedzieli lepiej, kiedy powinienieś z czymś skończyć. Ale chyba lepiej od czasu do czasu byłoby też podpytać samego siebie. I po prostu  zastanowić się, jak dobrze albo źle się z czymś czujesz.

Serce kłamie, a głowa nas zwodzi. Jedynie oczy widzą prawdę. Patrz oczyma. Słuchaj uszami. Wąchaj nosem i czuj przez skórę. Potem dopiero myśl. W ten sposób poznasz prawdę.*

 

*Cytat z książki Gra o tron, autor: George R.R. Martin