Oto my, królowe życia, dzieci szczęścia i mistrzowie autokreacji. Młodzi, piękni, przepuszczeni przez ulubione filtry i wiecznie nieusatysfakcjonowani.

Jesteśmy eko, techno, homo, vege i jeździmy rowerami*. Ze znajomymi umawiamy się w hipsterskich knajpach, żeby pić tylko te te kawy, które najpierw są ładne, a potem dopiero na mleku sojowym i smaczne.

Wiesz, co jest w tym wszystkim najgorsze najśmieszniejsze? Że my jesteśmy jedynymi fotoreporterami, którzy za nami nieustannie biegają z aparatami. A nasz profil na Instagramie, niestety, jedynym z niewielu mediów, które o nas opowiada. I choć teoretycznie każdy gdzieś tam z boku nas obserwuje, to nikt tak naprawdę nie jest naszym fanem.

Chcemy być sobą?

Ale my się nie godzimy na to, żeby nie być gwiazdami. Usilnie walczymy o uwagę, publikując w sieci nasze perfekcyjne zdjęcia. Prześcigamy się lajkami, uwodzimy serduszkami i chwalimy followersami. Perfect zaśpiewałby, że n i e chcemy być sobą.

W ciągu dnia jemy wegańskie potrawy z tofu, a jak brownie, to tylko od święta i koniecznie z fasoli. Dopiero w nocy zaczynamy wpieprzać burgery w Macu.

Better, faster, stronger

W rzeczywistości bywamy bardzo mocno zagubieni z mnóstwem kompleksów i wieczną presją, żeby być pewnymi siebie. Zawsze chcemy lepiej, bo ktoś kiedyś wmówił nam, że coś takiego jak wystarczająco dobrze nie istnieje.

To my, obywatele świata, mistrzowie prezentacji i twórcy kreatywnych pomysłów. Zagubieni w gąszczu nieograniczonych możliwości. W perfekcyjny sposób relacjonujący swoje nieperfekcyjne życia, z kciukiem wiecznie przyklejonym do telefonu.

Social vs. private

Odpalając Instagrama, tak sobie naiwnie myślę, że kiedyś w końcu dojdziemy do punktu, w którym zechcemy się od tego wszystkiego odciąć. Że kiedyś musi być era private, jeśli teraz każda sprawa jest tak bardzo social. Pisząc wpis na bloga, który zaraz podlinkuję na fejsie, nadal chcę wierzyć w to, że chociaż przez chwilę tak po prostu będziemy mogli być zamiast wiecznie być na pokaz.

Tylko że gdzie wtedy będziemy mogli się tym wszystkim pochwalić?

*Virgil Abloh w wywiadzie dla System Magazine