Krople deszczu z coraz większą siłą zaczynają uderzać w szybę.

Nieśmiało wyglądamy za okno, wzrokiem wypatrując słońca. Chwilę później spoglądamy na siebie. Nasze spojrzenia spotykają się dokładnie w tym samym momencie. Oczami pytamy retorycznie, co to za beznadziejna pogoda. A potem bez wypowiadania zbędnych słów (#strefaciszy), wyrażamy nadzieję, że będzie dużo ładniej, gdy dojedziemy na miejsce.

Kiedy wysiadamy z pociągu, żałujemy, że chwilę temu nie prosiłyśmy tylko o to, żeby zaraz nie zrobiło się jeszcze gorzej. Niestety, obie tkwimy w stałych związkach z wygórowanymi oczekiwaniami. Trudno nie ulegać ich wpływom.

Do domu wchodzę całkowicie mokra. Od razu zrzucam z siebie wszystkie ubrania i wskakuję pod prysznic. Jest trochę cieplej i nie przeszkadza mi już ciężka torba. Poza tym czuję się dokładnie tak samo, jak chwilę temu poza domem. Spływa na mnie olbrzymi strumień wody.

Okrywam się ręcznikiem. Może jutro będzie lepiej

Następnego dnia z jeszcze cięższą walizką szykuję się w kolejną podróż.

Rano zamykam za sobą drzwi. Kierunek: centrum. Parasol poczeka na mnie w domu.

Ludzie mówią, że warto uczyć się na błędach. Najlepiej cudzych. Podczas gdy sami nie umieją dobrze opanować samych siebie. Pouczają innych, żeby nigdy nie mówili nigdy. I wkurwiają się, kiedy ktoś przeklina.

Motywują się nawzajem, żeby wieczorem ze smutkiem w oczach przytulać się do swoich łóżek. Aż w końcu łzy z coraz większą siłą zaczynają uderzać o poduszki. A ich właściciele nieśmiało wyglądający spod kocy, wzrokiem wypatrują nadziei.

Ja nawet czasami szanuję taki smutek. Emocjonalny ból powiązany z uczuciem niekorzystnej sytuacji. Dzięki niemu dużo bardziej doceniam dobrą energię. Bardziej niż smutku boję się rezygnacji.

Byłam dzisiaj w kantorze (bo podróż).

Przed pracą (bo podróż), do której przyszłam godzinę wcześniej (bo podróż). Powitała mnie taka starsza pani, która z prawdziwym zachwytem w głosie powiedziała, że pięknie dziś wyglądam. Że na dworze strasznie brzydko i nie przestaje padać, a ja promienieję.

Podziękowałam jej za komplement i za to, że wymieniła mi złotówki na euro, po czym usłyszałam, że wcale nie muszę dziękować. Powinnam szybko lecieć w świat i wydawać to, co mi dała.  Pieniędzy pozbędę się bez problemu. Obiecuję, że radość też postaram się przekazać dalej.

Kiedy wychodziłam, krople deszczu nie przestawały uderzać o ziemię.

A ja pomyślałam sobie, że kurczę, jakie to tak naprawdę ma znaczenie, kiedy ludzie ludziom mogą dawać takie małe słońca? Wiesz co. Chyba jednak spore. Żeby te słońca doceniać, musimy czasem doświadczać burzy.

Do biura wchodzę całkowicie mokra.