Jest ciepło.

Leżymy w dużym hotelowym łóżku. Przy otwartym oknie wymieniamy się słowami. Żadne z nas nie kłamie. Ale nikt też nie mówi prawdy. Jesteśmy tylko nagimi zbiorami odczuć, spostrzeżeń i pragnień. To, o czym mówimy, stanowi jedynie obraz danej perspektywy.

Gdyby słowa niosły prawdę, to przecież nie byłoby o czym mówić. A my ciągle nakręcamy się wyobrażeniami. Składamy litery w słowa, słowa w zdania, a potem tworzymy na ich podstawie fascynujące historie. Szepczemy.

Pytamy się nazwajem, co chcemy teraz robić, a potem decydujemy, czyja wizja dziś wygrywa. Jeszcze tylko jedno słowo, jedno dodatkowe pytanie. Już chwila, moment. Zaraz okaże się, gdzie będziemy podejmować kolejne nie-poważne decyzje.

Tu wcale nie chodzi o to, co się wydarza.

Wszystko jest tylko kwestią naszej perspektywy. Albo tego, co o tym wszystkim sądzi ten, kto wypowiada się przed nami. Zależy, jak bardzo jesteśmy podatni na podłapywanie cudzych interpretacji.

Dotykamy się. Lubimy to uczucie. Żulczyk powiedziałby, że jesteśmy do niego pozytywnie przyzwyczajeni. Wtulamy się w siebie i ciałami opisujemy to, co czujemy. Mówimy niewiele. Wypowiadamy tylko pojedyncze słowa, które w oderwaniu od tego, co się dzieje, byłyby jakimś bełkotem, zupełnie niezrozumiałą paplaniną.

Ale czy jakiekolwiek zdania w ogóle mogą mieć sens w oderwaniu od konkrentych sytuacji? Czy możemy uznać daną opowieść za bardziej prawdziwą od jakiejś innej?

Przecież nie ma czegoś takiego jak prawda.

Nie jesteś obiektywnie w stanie stwierdzić, czy sześćdziesiąt kilo to jest dobrze, jeśli nie wiesz, czy wcześniej ważyłaś siedemdziesiąt czy pięćdziesiąt. Nie możesz nawet uznać, czy lubisz to, że pada, jeśli nie wiesz, czy wcześniej było ciepło i przyjemnie, czy może raczej upalnie i parno.

Wszystko jest opinią. Twój profil na instagramie jest twoją opinią na twój temat. Albo raczej aspiracją do tego, żeby inni mieli na twój temat daną opinię. Twoje oceny na studiach są tylko opiniami. Cena za kawę w lokalnej kawiarni też jest tylko czyimś zdanie na jej temat.

I to jest ta dobra wiadomość. W większości przypadków nie chodzi o to, żeby manipulować zdarzeniami, tylko żeby zmieniać perspektywy. Żeby patrzeć na różne rzeczy z różnych stron. Żeby się nie zamykać.

I żeby uczyć się cieszyć tym, co może kiedyś zupełnie bez sensu cię smuciło.