To właśnie w tamtym momencie Sara po raz pierwszy poczuła, że naprawdę będzie w stanie to zrobić. Siedzała wtedy przy prawie pustym biurku i popijając kawę o delikatnej nucie czekolady, po kolei spisywała swoje plany.

Nie do końca umiała wytłumaczyć sobie, skąd wynika jej podekscytowanie. Przecież znajdowała się w podobnej sytuacji jakieś setki razy. Nie umiała odpuszczać i zdecydowanie nigdy nie była w stanie czegoś tak po prostu nie chcieć. Zawsze miała jasno utorowane cele.

Dobrze wiedziała, że gdyby odrobinę bardziej się starała, to mogłaby osiągnąć wszystko. Że gdyby tylko te kilka razy nie sięgnęła po czekoladę w pracy, już dawno byłaby lżejsza o jakieś trzy kilogramy. Miała doskonałą świadomość tego, że w gruncie rzeczy wystarczyłoby tak niewiele, żeby być dość blisko.

A może tym razem jednak dam radę?

Podejrzewam, że doskonale kojarzysz scenariusz tej historii. Historii, która zwykle zaczyna się od licznych marzeń, ekscytacji i wizji pozytywnego zakończenia. Historii, w której zwykle pojawiają się te wszystkie chciałbym, mogłabym i słynne a może tym razem jednak dam radę?. Gdzieś w niedalekiej odległości od chęci wyrażanych z pewną taką nieśmiałością plasuje się nadzieja.

Na początku zawsze jest w miarę dobrze. Masz motywację i wiarę w to, że najgorsze już za Tobą. Jasno postawiłeś sobie cel, więc pozostaje tylko wierzyć w to, że kiedyś mógłbyś go zrealizować. Że tym razem uda Ci się schudnąć lub odejść z małosatyfakcjonującej pracy. Że w końcu odezwiesz się do kogoś, za kim tak ogromnie tęsknisz albo zdecydujesz opuścić kogoś, za kim tęsknić byś prawdopodobnie szybko przestał.

Ty możesz wszystko

Tylko że jakoś tak się naturalnie dzieje, że zamiast iść do przodu, ciagle tylko wybiegasz myślami w przyszłość. A po jakimś czasie okazuje się, że tryb przypuszczający znów zaprowadził Cię donikąd. Wiesz, nie mam ochoty wmawiać Ci w tym momencie, że Ty możesz wszystko. Bo Ty sobie bardzo dobrze zdajesz z tego sprawę. Mam wrażenie, że dzisiaj czasem nawet trudniej jest uwierzyć w to, że Ty tego wszystkiego nie musisz.

Definitywnie mamy jakiś problem z marzeniami. Z jednej strony cały Facebook huczy, że trzeba je mieć, spełniać, a potem za jego pośrednictwem się tym wszystkim chwalić. Z drugiej – w wielu z nas nadal zakorzenione jest poczucie, że żeby w ogóle zacząć marzyć, trzeba mieć bardzo szczęśliwe i poukładane życie. Serio?

Wszystkim nam jest dziwnie

Byłyśmy ostatnio z M. nad Wisłą. Przy pierwszym piwie relacjonowałyśmy sobie wydarzenia. Przy drugim do gry weszło coraz bardziej szczere opowiadanie o uczuciach. I choć okazało się, że jesteśmy w dwóch różnych momentach życia, obie przyznałyśmy się sobie, że boimy się o to, co będzie. W końcu stwierdziłyśmy jednak, że może wcale nie musimy zawsze znać tych wszystkich odpowiedzi. A może wcale nie musimy uświadamiać sobie nawet samych pytań?

Wszystkim nam jest dziwnie – rzuciłam, na co M. zareagowała stwierdzeniem, że to byłby dobry tytuł mojego kolejnego wpisu na blogu. Popiłyśmy tę myśl słodkim jabłkowym piwem, a potem na krótko przed północą wybrałyśmy się na lody.

Nie zawsze musimy dawać radę

I chyba o to w tym wszystkim chodzi. Żeby rozrózniać te okresy, w których świadomie z akceptacją spożywasz cukier i odpuszczasz od tych, w których stwierdzasz: stop! i tak cudownie ciśniesz.

Proszę, zaakceptujmy fakt, że nie zawsze musimy dawać sobie radę. I odpuszczajmy, zamiast wiecznie twierdzić, że gdyby chcieli, to przecież i tak daliby radę. A jak chcemy, to walczmy. Bo sam tryb przypuszczający zawsze zaprowadzi nas donikąd.

 

 

* Zdanie Tryb przypuszczający prowadzi do nikąd pochodzi z książki Magia słów. Jak pisać teksty które porwą tłumy (Joanna Wrycza-Bekier). I to ono zainspirowało mnie do stworzenia tego wpisu 🙂