Wszystko Cię buduje. Każda podróż, każdy jeden powrót nocnym autobusem i nawet ten pan, który ostatnio z hukiem przewrócił się obok Ciebie na przystanku. Składasz się z absolutnie każdego zawodu, telefonu i wszystkich facetów, którzy kiedykolwiek szli za tobą w nocy, kiedy pośpiesznym krokiem wracałaś do domu. Jesteś prawdziwą sumą zdarzeń.

Wszystko na Ciebie wpływa. Każdy jeden dźwięk, wypowiedziane słowo i ten krzyk, którego kiedyś się tak panicznie przestraszyłaś. Jesteś tańcem, którego nie zatańczyłaś i piosenką, do której się bujałaś, stojąc na imprezie w kolejce do toalety. Nosisz w sobie te wszystkie poniedziałki, podczas których tak intensywnie pracowałaś. Na szczęście masz w sobie też wiele piątków, które kończyłaś nie do końca świadomie w sobotę nad ranem.

Jesteś każdym pytaniem i każdą odpowiedzią

Jesteś tymi, z którymi codziennie przebywasz. W jakimś stopniu składasz się nawet trochę z mieszkającego w Londynie Brazylijczyka, który tamtego wieczoru uczył Cię salsy nad Wisłą. Masz też w sobie tego faceta, który tak dzielnie pomagał Ci którejś nocy wybierać lody w Macu, mimo że i tak dobrze wiedziałaś, na które się zdecydujesz.

Jesteś  książkami, które przeczytałaś, każdą zbyt pochopnie kupioną torebką i tymi wszystkimi rozkminami, które ambitnie toczyłaś z M. o piątej rano. Jesteś każdym pytaniem, na które nie znałaś wtedy odpowiedzi. I każdą odpowiedzią, z której uzyskania tak bardzo się wówczas cieszyłaś.

Jesteś Holendrem i koleżanką

Jesteś Holendrem, który tak dobrze całował i koleżanką, na której się ogromnie zawiodłaś. Szczęśliwie, jesteś też wszystkimi tymi, w których tak bardzo wierzysz i którym tak bardzo dziękujesz za to, że są. Jesteś swoją pracą i każdym stażem, o który tak bardzo walczyłaś. Jesteś swoimi marzeniami i lekcjami, jakie wyciągałaś z mniej przyjemnych porażek.

Wiesz co? To w s z y s t k o z Tobą zostaje. Nawet uśmiech, którego nie pamiętasz i każde powierzchowne przywitanie. Wszystkie dzień dobry i każde do widzenia. Wszystko Cię w jakiś sposób buduje.