Gdyby ktoś zapytał mnie, co myślę o Magdzie Gessler, powiedziałabym, że jaka jest, każdy widzi. Pokusiłabym się pewnie o opinię, że jest jej trochę za dużo, generalnie pani Gessler sama w sobie jest trochę za duża i może jeszcze, że za często rzuca talerzami.

Niezależnie jednak od tego, jaka jest moja opinia na temat znanej polskiej restauratorki, uważam, że jest jedna rzecz, której wszyscy powinniśmy się od niej uczyć. Magda Gessler powinna być dla nas inspiracją do tego, żeby próbować.

Próbowanie to takie bardzo fajne słowo.

Próbować oznacza mniej więcej tyle, że chcemy coś robić, chociaż nie wiemy, czy jak spróbujemy, to nam się na pewno spodoba. Próbować to nic innego jak sprawdzać, odkrywać i poznawać.

Bazując na doświadczeniach pani Madzi, można stwierdzić, że próbowanie nie zawsze jest doświadczeniem superprzyjemnym. Nierzadko prowadzi nawet do odrzucenia. Tylko że dzięki dokładnie temu samemu mechanizmowi może być naprawdę bardzo przyjemnie.

Cały myk polega na tym, żeby uświadomić sobie, że dopóki czegoś nie spróbujemy, to nigdy nie dowiemy się, jak bardzo nam to (nie) smakuje.

Dostałam wczoraj od koleżanki sms-a o treści: Karinka, próbujemy.

I wiesz co. Pomyślałam sobie wtedy, że przecież każda próba jest w gruncie rzeczy piękną decyzją. Decyzją, która mówi: Nie wiem, co będzie. Mam świadomość tego, że może nic z tego nie będzie, ale nadal chcę podejmować kroki, które mogłyby sprawić, że mogłoby się udać.

Każda próba jest też nadzieją. A nadzieja wyrazem pragnienia tego, żeby było nam dobrze. Jeśli więc posmakowanie czegoś może nas doprowadzić do takiego momentu, w którym poczujemy się szczęśliwi, to proszę, walczmy.

Smakujmy, testujmy i sprawdzajmy.

A jak coś nam nie posmakuje, to tak jak Magda Gessler – najpierw się zdenerwujmy, a potem załóżmy fartucha i zacznijmy pracować nad tym, żeby spróbować to poprawić.