Przyznaję się bez bicia, że przez długi czas stroniłam od kanałów informacyjnych. Rano zamiast newsów, włączałam TVN Style i nadrabiałam po kolei różne niekoniecznie najambitniejsze programy.

Od kiedy jednak coraz częściej zaczęto zasypywać mnie powtórkami powtórek i licznymi odcinkami programów w stylu Wiem, co jem i Co cię truje, w których okazywało się, że truje nas absolutnie wszystko i najlepiej to byłoby pić samą wodę, przerzuciłam się na TVN24.

I tak o to dzięki tej dobrej zmianie, wczoraj usłyszałam na przykład, że o takim meczu otwarcia Rosja mogła tylko pomarzyć, no a że marzenia się spełniają… Oczywiście, z tego komunikatu w pamięci najbardziej utkwiły mi trzy ostatnie słowa. A że mecz oglądałam, a nawet miałam okazję posłuchać kilka dni przed nim, jak to nikt w Rosję nie wierzył, to pomyślałam sobie, jak to, kurczę, nigdy nic nie wiadomo.

Bo my często do tych naszych marzeń podchodzimy z takim dziwnym dystansem.

Niby wiemy, że coś ma szansę się zdarzyć, ale wolimy to założenie traktować raczej beznamiętnie. Chcemy dawać sobie szanse, ale jednocześnie utrzymywać, że jeśli okaże się, że coś poszło nie po naszej myśli, to byliśmy na to świetnie przygotowani.

I jak powiedziałby Dawid Podsiadło, ja to bardzo szanuję. Absolutnie doceniam zdrowy rozsądek, dojrzałość i tak zwaną trzeźwość umysłu. O ile jednak nie prowadzą nas one – przez strach – do braku zaangażowania.

Mam wokół siebie mnóstwo wspaniałych kobiet, które utrzymują, że wszystko jest super, ale zobaczymy. Które są mądre i piękne, ale nauczone życiem przyznają, że już nigdy więcej nie będą chodzić na drugie randki. Które doskonale zdają sobie sprawę z tego, kiedy jest im dobrze, ale które jednocześnie nie chcą żeby dobrze było im za długo, bo wiedzą, że potem może być naprawdę bardzo kiepsko.

Niestety, ten cały strach o jutro już dziś prowadzi do zobojętnienia.

Ale ja myślę, że ona już się nie boi nocy ani niebezpieczeństw, ona się boi samego bania i to narasta, i przez to się wycofuje, chowa jak ślimak do skorupki. Zaczyna unikać wyzwań, przygód, brania się z życiem za bary.*

Nie jestem fanką braku uwagi, przezorności i pakowania się w coś bez zastanowienia, ale nie chcę też kibicować niepotrzebnym rozkminom, wątpliwościom i ciągłym zastrzeżeniom.

Ja chcę się cieszyć. Doświadczać. Przećwiczyć na własnej skórze „co by było gdyby“.

Jeśli ktoś lub coś ma cię zaskoczyć, i tak to zrobi, nieważne, jak nerwowo będziesz się rozglądał, jak cicho będziesz szedł, na ile zamków będziesz zamykał drzwi.**

 

*Zygmunt Miłoszewski, Jak zawsze
**Jakub Żulczyk, Ślepnąć od świateł