Spokojnie, nie denerwuj się. Nie bój sie, że kiedyś może być ci źle. Zacznij raczej bać się o to, że już wkrótce może być naprawdę dobrze, a ty mimo wszystko nie przestaniesz martwić się tym, że mogłoby być ci jeszcze lepiej. Szczerze? Zawsze może.

Jeśli w związku z tym ciągle zamierzasz czuć się gorzej, to… wcale się nie dziwię. Też się tym czasem martwię.

Żyjemy w kulturze, w której nieustannie jesteśmy kuszeni obietnicą czegoś lepszego, młodszego, bardziej sterczącego. Nie rozwodzimy się już zatem, bo jesteśmy nieszczęśliwi – rozwodzimy się, bo moglibyśmy być szczęśliwsi.

Jak to tak? Osiąść na laurach? Nie podnosić sobie ciągle poprzeczki? Przez chwilę nie wychodzić poza żadną z własnych stref komfortu? Daj spokój. Nie bądź słaby – mówili. A tobie jakimś cudem nigdy słabe nie zaczęło wydawać się coś zupełnie innego. Nic dziwnego.

Studiujesz. Chcesz pracować w korpo. Pracujesz w korpo. Chcesz pracować w lepszej korpo.

Pracujesz w lepszej korpo. Chcesz otworzyć start up. Otwierasz start up. Chcesz otworzyć korpo. Otwierasz korpo. Chcesz się niczym nie przejmować i być zwykłym ludzikiem w korpo.

Pracujesz w korpo. Chcesz jechać na wakacje. Jedziesz na wakacje, chcesz jechać na jeszcze lepsze wakacje. Jedziesz na jeszcze lepsze wakacje. Chcesz wrócić do domu. Wracasz do domu.

Chcesz schudnąć po wakacjach. Chudniesz po wakacjach. Chcesz schudnąć jeszcze trochę. I jeszcze troszeczkę. Chudniesz więcej nic troszeczkę. Chcesz kogoś poznać. Poznajesz kogoś. I zaczynasz zastanawiać się, czy nie lepiej byłoby poznać kogoś lepszego.

Dobra. Tak naprawdę to uwielbiam coraz to bardziej szalone wymagania.

Uwielbiam robienie wszelkiego rodzaju to do lists i wyznaczanie sobie długoterminowych celów. Uwielbiam ludzi, którzy wierzą w to, że mogą więcej, szybciej i mocniej. Ale bardzo nie lubię, jak ci sami ludzie lekceważą to, że już dziś są szybcy i mocni. Szczególnie, jeśli kiedyś bardzo chcieli takimi zostać.

Nie ukrywam. Mam problem z tym, żeby się przeciw temu buntować. Robię to trochę na siłę. Przecież to nie jest tak, że dziwię się, że wszyscy chcemy być szczęśliwsi. Ja też chcę. Ale jednocześnie nie chcę nieustannie kusić się obietnicą czegoś/kogoś lepszego. Obietnicą, która nigdy nie jest czymś wiecej niż jakimś – jeszcze nie do końca wiadomo, na ile (nie)prawdopodobnym – przypuszczeniem.

Proszę, nie pytaj siebie w tym momencie, czy w takim razie warto teraz obniżyć oczekiwania. Nie zastanawiaj się, kiedy powinieneś zacząć pozbawiać siebie ambicji i przestać próbować sięgać po wiecej.

Zapytaj siebie – teraz lub wtedy, gdy zaczniesz martwić się, że jest ci niewystarczająco dobrze – skąd ta pewność, że twoje wyimaginowane lepsze na pewno będzie lepsze od dobrego?

 

*Kocha, lubi, zdradza, Perel Esther