Jak nie, jak tak? Żyjemy pod olbrzymią presją. Mamy być zawsze piękni, wiecznie młodzi i superszczęśliwi. Wypadałoby też ciągle walczyć o więcej, mieć ambitną listę planów do zrealizowania, satysfakcjonującą pracę i osiągać spełnienie w życiu osobistym. Najlepiej, gdyby temu wszystkiemu towarzyszyło niesłabnące zaangażowanie, radość i superpozytywne nastawienie. Życie jest piękne, wykorzystuj każdy oddech, wstawaj, szkoda dnia i tak dalej.

Mimo że mam do tego całego motywacyjnego szału jakiś wewnętrzny dystans, wcale nie dziwię się, że wielu z nas pewnego dnia po prostu budzi się z myślą, że tego wszystkiego chce i co najważniejsze – naprawdę potrzebuje. Ok, spoko. Nie będę się sprzeciwiać. Ja tam bardzo lubię wielkie i ambitne plany.

Często mam ochotę zdobywać, osiągać i posiadać absolutnie WSZYSTKO. Podobną tendencję obserwuję też wśród moich znajomych. Niekiedy łapię się za głowę i myślę sobie: matko, i po co nam to wszystko. Ogarnijmy się, ludzie. A potem stwierdzam, że problemem wcale nie jest to, że my pragniemy wszystkiego. Problemem jest to, że my chcemy to wszystko naraz. I najlepiej od razu.

Spotykam wielu 30-latków, którzy próbują podążać w wielu kierunkach jednocześnie, ale w żadnym nie robią postępów. Frustruje ich to, że świat każe im wybrać jedną rzecz […]: „Dlaczego muszę wybierać? Nie wiem, co wybrać!”. Problem polega na tym, że jeśli myślisz krótkoterminowo, [zachowujesz się tak] jakbyś musiał zrobić wszystko od razu, bo inaczej stracisz ważną szansę.

Rozwiązaniem jest myślenie długoterminowe. Zrozumienie, że możesz robić jedną rzecz przez kilka lat, potem drugą przez kilka następnych i tak dalej. Zapewne znasz bajkę o ośle, który stoi w połowie drogi między żłobem pełnym siana a kubłem wody. Spogląda raz na siano, raz na wodę i nie może się zdecydować, co wybrać. Siano czy woda, siano czy woda? Tak długo się waha, że w końcu pada z głodu i pragnienia. Osioł nie myśli o przyszłości. Gdyby myślał, wiedziałby, że może najpierw napić się wody, a potem zjeść siano.

Czasami okazuje się, że naprawdę można zrobić wszystko. Dużo trudniej jest to jednak pogodzić i zawsze być ze wszystkiego superzadowolonym. Nie da się imprezować do rana i tej samej nocy iść spać o dziesiątej. Jeść śniadań w restauracjach, nie wychodząc z domu przed południem. Być wolnym, podlegając milionom zobowiązań. Nie da się pracować na etacie, nie spędzając całych dni na pracy. Tak samo jak nie da się troszczyć o kogoś i jednocześnie niczym nie przejmować. Albo  wierzyć i ufać bez późniejszych rozczarowań. Ale na szczęście można to wszystko robić osobno.

W końcu czy nie o to w tym wszystkim chodzi, żeby próbować?

Żeby doświadczać różnych rzeczy, a potem sprawdzać, co cię tak naprawdę cieszy i dopiero później z jeszcze większym zaangażowaniem to kontynuować? A jeśli cieszą cię rzeczy, które (tylko) teoretycznie nie idą ze sobą w parze, to starać się je jakoś zgrabnie to ze sobą łączyć, zamiast wiecznie narzekać na to, że nie możesz mieć ich wszystkich naraz.

Jeśli lubisz jeść i chcesz być szczupły, to jedz i ćwicz, zamiast wszystkiego sobie ciągle odmawiać. Chcesz podróżować i pracować? To znajdź pracę, która ci to umożliwi. Marzą ci się liczne imprezy, ale w gruncie rzeczy brakuje ci też chwili spokoju tylko dla siebie? To w tym tygodniu zaszyj się w domu, a w przyszłym wyjdź do ludzi.

Ludzie się frustrują, bo najpierw postanawiają sobie, że będą robić milion rzeczy naraz, a potem lądują na kilka godzin przed Netflixem i nagle łapią do siebie straszne pretensje. Wiesz czemu? Bo popadają w skrajności. Chcą wszystkiego, a doprowadzają do niczego. To właśnie dlatego płaczą.

Ale ty nie musisz być osłem. Wystarczy, że będziesz przewidujący i cierpliwy.