– Ale do piątku nam się uda? – zapytała Sylwia.
– Teoretycznie powinno – odpowiedziała Anka z wyczuwaną niepewnością w głosie.
– Zrobisz wszystko, co w twojej mocy. Prawdopodobnie na pewno dasz radę. Spróbujesz, będziesz o to zabiegać, postarasz się. – dodałam z przekorą.
– O, tak. Postaram się. To brzmi całkiem dobrze. A co będzie w piątek, to zobaczymy – przyznała Anka, szybko ucinając temat.

Jest dużo rzeczy, które charakteryzuje nasze czasy. Postęp technologiczny, pospolity hejt, hedonizm, konsumpcjonizm, materializm. No i te wszystkie internety, fejsbuki, tindery i instagramy. Wszechobecna walka o wszystko. Nawet o to, żeby tak nie było.

Ideologicznie lecimy mocno do przodu. Ryzykujemy, ciśniemy i nie odpuszczamy, ale jak przychodzi co do czego, to jesteśmy naprawdę zajebiście wycofani. Mówimy,  „tak” pod warunkiem, że nie okaże się, że „nie”. Przyznajemy, że chcemy, chociaż może nie tak od razu. Dyskutujemy o tym, jak mogłoby być fajnie, mając z tyłu głowy świadomość, że w każdej chwili wszystko może pieprznąć.

Niby ufamy, ale tak naprawdę to wcale nie wierzymy.

– Wiesz, o czym ostatnio myślałam – zapytałam. – Pamiętasz, jak się miało osiemnaście, dwadzieścia lat i się mówiło: „Chcę być z tobą na zawsze”? Albo: „Będę z tobą na zawsze”? „Nigdy cię nie zostawię”?

Potwierdził ruchem głowy.

– To było naiwne – przyznałam. – To wcale nie miało się spełnić. Ale w tym konkretnym momencie osoba, która to mówiła, chciała być z tobą na zawsze i w to wierzyła. I ty też chciałeś i wierzyłeś. Dziś nie ma już nawet tego. Teraz już nie ma żadnych „na zawsze” i „nigdy”.

Długowłosy jamnik przeleciał obok nas, szukając samych ważnych rzeczy. Zapachu trawy, swoich wrogów i przyjaciół. Kręcił przy tym ogonem.

– Teraz się mówi ostrożnie: „Wiesz, jeśli za pięć, sześć lat nadal będziemy razem”, „Wiesz, możemy zrobić takie i takie plany, bo MAM NADZIEJĘ, że za parę lat nadal będziemy razem”. Dziś jest wiele opcji, ostrożność, may it be i branie czegoś pod uwagę, ewentualnie – rozłożyłam bezradnie ręce. – A ty, kiedy ostatnio powiedziałeś komuś, że go nigdy nie zostawisz?.

Ja bym strasznie chciała umieć tak teraz powiedzieć. Chciałabym mieć nadzieję, chciałabym wierzyć. Bo tu już nawet nie chodzi o to, żeby być czegokolwiek pewnym. Pewności nikt nigdy nie miał. Wszystko rozgrywa się o jakąś naiwną umiejętność dawania sobie szczerej szansy.

Tylko że górnolotne myśli górnolotnymi myślami, ale potem przychodzi prawdziwe życie. Bierzesz telefon, dzwonisz do swojej przyjaciółki, tłumaczysz jej, że wiesz, że on wczoraj powiedział to i tamto, obiecał, że tak zrobi, zrobił tamto, a ona cię cierpliwie wysłuchuje przez te 15 minut, żeby potem przyznać: no tak, ale wiesz, oni zawsze tak mówią.

I co. I ma rację.

Kuba Wojewódzki napisał w swojej książce**, że związki damsko-męskie dzieli na dwa rodzaje. „Te, w których to ona bez jego wiedzy przegląda jego telefon, oraz te, w których to on bez jej wiedzy przegląda jej telefon. Jeśli w ogóle są jakieś inne, to na bank działają bez telefonów.”

Z jednej strony mam ochotę mocno się przeciw temu stwierdzeniu zbuntować, z drugiej po prostu żyć dalej, uznając, że to nieprawda, a z trzeciej? Jeśli miałoby to  pomóc, to jestem gotowa wyrzucić mojego iPhone’a. Tylko że wtedy nie będę mogła odezwać się do mojej kumpeli. Do tej samej, której jeszcze kilka lat temu (!) obiecałam, że zawsze będziemy ze sobą w kontakcie. To było oczywiście na długo przed tym, zanim przestałyśmy ze sobą rozmawiać. Na szczęście już wszystko jest okej.

Wiesz, dlaczego nie wierzymy?

Bo ktoś kiedyś udowodnił nam, że nie warto. Ktoś swoim zachowaniem wykazał, że twoje oczekiwania i uczucia ma w głębokim poważaniu. Że nadzieje są w zasadzie gówno warte. To dlatego tak bardzo się asekurujemy i z całych sił zabezpieczamy własne tyłki. Tylko po to, żeby w przyszłości móc cierpieć chociaż odrobinę mniej. Żeby – jak już coś się stanie – móc z pewnością w głosie powiedzieć: tak, coś czułam, że tak będzie.

Co mówi Polka na pierwszej randce? „Jest za dobrze, ciekawe, co znowu się spierdoli.”***

Przeczytałam gdzieś ostatnio, że pesymista martwi się dwa razy. Najpierw, że nie wyjdzie, a potem, że nie wyszło. Optymista rozpoczyna lament dopiero, jak pieprznie. I dokładnie tak samo jest z wiarą. Niby nie ufasz, bo chcesz, żeby potem mniej bolało, ale tak naprawdę to ten

brak nadziei
zaczyna
uwierać cię
już na samym wstępie.

Nie dość, że jest chujowo, to robi się jeszcze niestabilnie.

 

 

* To o nas, Piotr C.
** Nieautoryzowana autobiografia, Kuba Wojewódzki
*** To o nas, Piotr C.