To jest coś takiego, że ona dzwoni do mnie i mówi: wiesz, bo ja mam taki srebrny łancuszek z takim kółeczkiem jak ten twój nowy pierścionek. To może ja ci go dam? Bo w sumie myślę, że bardziej by ci pasował. A ja wtedy uśmiecham się do siebie. Podświadomie czuję, że wcale nie chodzi o żaden wisiorek. Ona chce, żeby było mi po prostu dobrze. 

Kiedyś wydawało mi się, że dobry związek to taki, w którym nie trzeba podejmować zbyt wielu starań o to, żeby przetrwał. Nie wiem, co miałam wtedy w głowie (albo czego nie miałam). Pamiętam tylko, jak bardzo wierzyłam w to, że szczęśliwa relacja to taka, o którą żadna ze stron nie musi jakoś specjalnie zabiegać. Jeśli ktoś musi o kogoś walczyć, to coś jest ewidentnie nie w porządku – niezależnie od tego czy mówimy o stosunkach przyjacielskich, czy romantycznej miłości.

Wszystko było dla mnie czarne albo białe. Przerwanie związku zawsze oznaczało jego definitywny koniec. Brak kontaktu pomiędzy dwojgiem ludzi bezwględnie stanowił o braku szans do tego, aby ten kontakt w jakikolwiek sposób wznowić. W jakimś nieżyciowym sensie byłam naprawdę mądra. A później zaczęłam wariować.

Nieważne co, ważne że i tak

Wiesz. To jest trochę tak jak z zasiadaniem przed telewizorem. Jak włączasz go bez konkretnego celu, to oglądasz wszystko po kolei, jak leci. Kuchenne rewolucje? Besos. Kuba Wojewódzki? Super. Voice of Poland, Mam Talent, Rolnik szuka żony, Rolnik znalazł żonę, Rolnik gotuje, tańczy z gwiazdami, na lodzie, piecze ciasta.

Dopiero jak uruchamiasz Netflixa i masz wybrać coś, co naprawdę chciałbyś obejrzeć, to zaczynasz się poważnie zastanawiać, na jaki program poświęcić kolejne dziewięćdziesiąt minut swojego cennego życia. W ciągu kilkudziesięciu kolejnych minut dyskutujesz więc z samym sobą, co będzie lepsze od czegoś innego. A zanim podejmiesz decyzję w tle leci program o Małgosi Rozenek, prowadzony przez Małgosię Rozenek, z którego dowiadujesz się, co zrobić, żeby poczuć się jak Małgosia Rozenek.

To samo dzieje się z ludźmi. Niektórzy z nich pojawiają się w naszym życiu regularnie. Bo plan zajeć na uczelni, bo praca, bo ta sama siłownia, bo jadamy lunche w tym samym miejscu. Jakoś się trzymamy, jakoś między nami leci. Nie mówię, że takie znajomości nie mogą być cenne. Ale ile jest takich, o które trzeba trochę powalczyć. Gdzie trzeba włożyć trochę więcej wysiłku w to, żeby umówić się na jakiekolwiek spotkanie. Ile jest  relacji, które właśnie przez tę potrzebę wysiłku (a w konsekwencji jego brak) się rozpadają.

Czego zabrakło

Kiedyś myślałam, że dobry związek to taki, w którym nie trzeba podejmować zbyt wielu starań o to, żeby przetrwał. W tym samym okresie wydawało mi się, że skóra nie wymaga pielęgnacji (!). Nie wiem, co miałam wtedy w głowie (albo czego nie miałam). Teraz doskonale zdaję sobie sprawę, że wszystko wymaga dbałości. Ludzie szczególnie.

Ja wiem, że czasem jest tak, że zaczynasz pędzić, pracować i potykać się o własne plany. Że łatwiej jest wyjść na chwilę, zadzwonić na sekundę i obejrzeć dwudziestominutowy serial (bo sześćdziesiąt minut to już challenge). Ale jeśli masz kogoś, kogo naprawdę chcesz regularnie słuchać i oglądać w swoim życiu – nie dlatego, że akurat się w nim pojawił – to musisz o tę relację walczyć. A potem pielęgnować zamiast się nawzajem tracić.

Ani różnica poglądów, ani różnica wieku, nic w ogóle nie może być powodem zerwania wielkiej miłości. Nic, prócz jej braku.*

Kinia, ten wpis dedykuję właśnie Tobie. Cieszę się, że jesteś i chcę żebyś zawsze była. Z tego miejsca gorąco ściskam też wszystkich tych, z którymi jestem tak blisko, mimo że tak daleko. Wy wiecie. Dziękuję.

*M. Dąbrowska