W gruncie rzeczy wielu z nas dotyka ten sam problem. Niby bardzo chcemy, ale często nie mamy odwagi. Jak już zaczniemy w końcu nabierać jakiejś magicznej mocy, to nagle tracimy pewność co do chęci. Kręcimy się wokół własnych osi, od czasu do czasu postanawiając zdobyć się na jakiś bardziej odważny krok.  Wtedy wydaje nam się, że jesteśmy superbohaterami.

Wiesz dlaczego ludzie nie umieją dzisiaj w związki? Z obawy przed porażką, brakiem kontroli i nieprzewidywalnymi odczuciami.

Żyjemy w czasach, w których wszystko da się załatwić przez internet. Nie musimy nawet do nikogo dzwonić, żeby na podany adres dostarczyć buty, torebkę albo obiad. Możemy bez wychodzenia z domu umówić się na wizytę do fryzjera, dentysty albo kosmetyczki. Mamy też szansę w pięć minut dowiedzieć się, ile za nią zapłacimy i jak będziemy potem wyglądać.

Żyjemy w czasach, w których o jakości snu nie decyduje samopoczucie, ale profesjonalna baza danych zbierana przez niezwykłe opaski. W czasach, w których aplikacje w smartfonie są w stanie obliczyć, w ilu procentach udało nam się zrealizować założone cele. W czasach, w których z ekranu telefonu możemy dowiedzieć się, ile będziemy w stanie schudnąć, kontynuując dietę 1500 kcal przez kolejne siedem tygodni.

Żyjemy w czasach, w których nasze życzenia po kliknięciu odpowiedniego przycisku automatycznie stają się czyimś rozkazem. W czasach, których nad większością sfer naszego życia, jesteśmy w stanie objąć niemal stuprocentową kontrolę. W czasach, w których chełpimy się regularnym sprawdzaniem, potwierdzaniem i anulowaniem drogich zamówień.

I nagle tacy my – roszczeniowi, wygodni i rozsądni – stajemy przed drugim człowiekiem, od którego teoretycznie nie powinniśmy niczego wymagać. Mamy go pokochać, wspólnie zbudować silny związek i wzajemnie sobie ufać, najlepiej przy okazji nie wykazując żadnych wątpliwości.

Brak szans na regularne potwierdzanie własnych wyobrażeń tylko umacnia i wyolbrzymia nasze lęki. Szczególnie, jeśli ciągniemy za sobą bagaż doświadczeń. Żeby zupełnie zwątpić niekiedy wystarczy kilka nieudanych związków, bolesny rozwód rodziców albo zewsząd docierające słuchy, że znowu komuś z kimś nie wyszło.

Zgromadzone w środku obawy zaczynają wylewać się z nas w najmniej oczywistych sytuacjach. Mam na myśli te wszystkie momenty, w których on mówi, że dzisiaj do ciebie nie przyjedzie, a tobie w głowie zapala się lampka z napisem „mój eks też z czasem przestał przyjeżdżać”. To są te wszystkie głupie myśli, które łapią cię za serce, nawet jak jest superdobrze i krzyczą „twoim rodzicom na początku też było fajnie”.  To są te wszystkie obawy przed popełnianiem tych samych błędów i niezwracaniem uwagi na istotne szczegóły.

To właśnie przez  nie zaczynamy uciekać albo wpadać w histerie. Czemu? Bo po pierwsze chcemy dobrze, a po drugie – zupełnie nie wiemy, czy tak będzie.

Dziwne? Niezupełnie. Żyjemy w czasach, w których wielu z nas dotyka ten sam problem. Niby bardzo chcemy, ale często nie mamy odwagi. Jak już zaczniemy w końcu nabierać jakiejś magicznej mocy, to nagle tracimy pewność co do chęci. Kręcimy się wokół własnych osi, od czasu do czasu postanawiając zdobyć się na jakiś bardziej odważny krok.  Wtedy wydaje nam się, że jesteśmy superbohaterami.

Nie bójmy się kochać. Bądźmy nimi coraz częściej.