Nie mogę uwierzyć, że już w przyszłym tygodniu powitamy kolejny miesiąc 2019 roku. Nie chcę nawet myśleć o tym, że ludzie urodzeni w 2001 od prawie trzydziestu dni świętują swoje osiemnastki.

Czas płynie jak szalony. Jeszcze chwila, a nowy rok stanie się dla nas tym starym. Zanim się obejrzymy, będziemy podsumowywać, co znowu nam nie wyszło. Jeszcze moment, żebyśmy pełnoprawnie mogli spojrzeć z nadzieją na 2020-sty.

Jak pisałam Wam w tym wpisie, jednym z moich postanowień noworocznych było to, żeby kupować mniej. Niestety, zamiast tego, kupuję m n i e j… więcej raz w tygodniu. Nie potrafię powstrzymać się przed wyprzedażowymi zakupami. Szczególnie kiedy praca zawodowa w branży modowej wymaga ode mnie regularnego odwiedzania galerii handlowych.

Niby zdaję sobie sprawę z tego, że jeśli bluza jest przeceniona za 100 złotych na 40, to wcale nie oznacza, że oszczędzam 60, tylko nadal tracę 40, no ale mimo wszystko. Mogłabym przecież stracić dużo więcej.

Żeby nie było – nadal walczę! Dostosowuję swoje postanowienie do bieżącej sytuacji na rynku, uparcie utrzymując, że zacznę kupować mniej, jak tylko w sklepach pojawią się nowe kolekcje. Ewentualnie spróbuję w lutym. Nowy miesiąc, nowa ja. Mniej dni, mniej wydatków.

No dobra, trochę Was oszukuję. To nie jest tak, że kupuję tylko na sale’u. Ostatnio skusiłam się na spodnie w pełnej cenie (-15% ZNIŻKI NA PIERWSZE ZAKUPY!). Kiedy powiedziałam mojej mamie, ile za nie zapłaciłam, zareagowała tylko głębokim westchnięciem i przyznała, że w takim razie powinnam w nich wyglądać naprawdę dobrze. W przeciwnym wypadku sugerowałaby rozważenie zwrotu.

I wiecie, co sobie wtedy pomyślałam?

Że my właśnie tacy jesteśmy. Że jak poświęcamy się czemuś na 100%, to mamy wobec tego olbrzymie wymagania. Jeśli kupuję sukienkę z nowej kolekcji, to po prostu muszę wyglądać w niej jak gwiazda. Nie wyglądam? Nie kupuję. No chyba, że na przecenie!

I teoretycznie jest w tym jakaś logika. Ale praktycznie to żadna.

To samo robimy naszej pracy, związkom i sobie samym. Spędzamy czas z ludźmi, z którymi łatwo nam się spotkać. Ale gdyby ktoś kazał nam przejechać te 500 kilometrów tylko po to, żeby się z nimi zobaczyć, to mogłoby się nagle okazać, że wcale nie mamy tylu tematów do przegadania. Tkwimy w sytuacjach, które w sumie średnio nam pasują, ale jak już kiedyś się w nie wpakowaliśmy, to może nie warto niczego zmieniać. Zadowalamy się kiepskimi relacjami, bo boimy się, że kiedy z nich zrezygnujemy, nie będzie nas stać na nic lepszego. Na pewno nie w pełnej cenie.

Siedzimy w pracy, która po kilku latach zbyt wiele od nas nie wymaga. Ale gdyby tylko przyszedł nagle nowy szef i kazał nam się na konkretnie zaangażować, to szybko byśmy się zaangażowali… ale w szukanie czegoś bardziej satysfakcjonującego.

Tak długo, jak jest łatwo, zadowalamy się tym, że tak właśnie jest. Dopiero kiedy życie rzuca kłody pod nogi i stawia przed nami wyzwania, to zaczynamy zastanawiać się nad tym, czy w ogóle chce nam się starać.

Jeśli spotykasz się z kimś codziennie i generalnie jest całkiem miło, to w sumie spoko. Ale czy chciałbyś na tego kogoś czekać, gdyby okazało się, że przez pewien czas musicie żyć w związku na odległość?

Wiesz, nie kwestionuję tego, że jak jest łatwo to jest źle. To tak jak bym mówiła, że na wyprzedaży nie można znaleźć sztosów, za które kilka miesięcy wcześniej byłeś w stanie zapłacić więcej od oryginalnej ceny na metce. Absurd! Jedna czwarta mojej szafy to wyprzedażowe łupy, z których jestem szalenie dumna. Niestety, wielu zakupów wcale nie wspominam z takim entuzjazem.  Zbyt wiele razy niepotrzebnie uległam.

Jeśli szukasz czegoś wśród łatwo dostępnych opcji, jest szansa, że trafisz na wiele pokus. Mogą nimi być zwykłe bluzeczki, które nigdy nie zwróciłyby Twojej uwagi, gdyby kosztowały trzy razy więcej. Równie dobrze tymi okazjami mogą też być też ludzie, którzy są w stanie dać ci poczucie jedynie chwiejnego bezpieczeństwa. Ale jeśli już jesteście razem i nie musicie się o siebie zbytnio starać, to może nie powinno się zbyt wiele wymagać?

Z ubraniami jest dosyć łatwo. Możesz spróbować przestrzegać kilku zasad. Po pierwsze – w rzeczach z wyprzedaży po prostu nie możesz wyglądać gorzej. Po drugie – kiedy jesteś w sklepie i bierzesz coś do ręki, zaczynasz od pytania, ile jesteś w stanie za to zapłacić w pełnej cenie. Jeśli cena na metce przekracza określoną przez Ciebie kwotę – nie kupujesz. Po trzecie – rezygnujesz z ubrań, na które nawet byś nie spojrzał, gdyby wisiały w strefie nowej kolekcji. Proste.

Z ludźmi bywa trochę ciężej. Nie zaszkodzi jednak od czasu do czasu zastanowić się, z kim mógłbyś bezboleśnie stracić kontakt,

a
o kogo
nigdy
nie
chciałbyś

przestać walczyć.