Ale ja nie chcę obudzić się w czerwcu – powiedziała A. – Pamiętam, jak jeszcze niedawno szykowałyśmy się do domu na święta, omawiałyśmy plany na Sylwestra, a już jest koniec marca!

Coraz częściej spotykam się z podobnymi słowami. Słyszę je od swoich znajomych, rodziny i współpasażerów w autobusach. Przez długi czas sama byłam fanką ich wypowiadania. Codziennie w pracy, wysyłając raporty sprzedażowe opatrzone datą, na głos wyrażałam zdziwienie tym, że jest już tak późno. Nie miałam zielonego pojęcia, co się stało z uciekającym czasem.

Bardzo chciałam znaleźć jakąś magiczną receptę na to, aby trochę zwolnić.  Z drugiej strony nieustannie próbowałam pocieszać się faktem, że wszyscy jedziemy na tym samym wózku. Ktoś kiedyś powiedział mi, że nawet Beyoncé dysponuje tymi samymi dwudziestoma czterema godzinami. To tak a propos tych wszystkich wymówek dotyczących braku czasu. Niestety, ta świadomość wcale mnie nie pocieszyła.

Bazując na powyższym przykładzie, mogłabym rozpocząć teraz jakiś supermotywacyjny wywód o tym, że wszystko się da. Jesteś panem swojego czasu! Możesz więcej niż podpowiada ci umysł. Możesz więcej niż podpowiada twoje ciało. No tak. Jasne. Tylko że…

Ten wpis nie powstaje w związku z jakimś niesamotiwym odkryciem, że można. Ta myśl towarzyszy mi od dłuższego c z a s u.

Ten wpis jest niczym więcej jak odpowiedzią na to, że pędzimy. Na to, że coraz częściej nie potrafimy uwierzyć w to, że czas leci jak szalony. Na to, że z biegiem c z a s u nasze życia rozpatrujemy w kategoriach uciekających miesięcy. Na to, że nagle wszystko zaczyna zlewać się w jedną wielką nic nieznaczącą całość.

Moim głównym postanowieniem na rok 2019 była wdzięczność. Dostrzeganie małych rzeczy oraz szczery podziw dla tych większych. Miałam jednak problem z tym, w jaki sposób powinnam zweryfikować po c z a s i e to, czy udało mi się osiągnąć założony cel. No bo jak mierzyć moralne poczucie zobowiązania do podziękowań za coś, czego doświadczamy?

Zaczęłam szukać odpowiedzi w internetach.

Jednym z częściej pojawiających się pomysłów na praktykowanie wdzięczności było codzienne zapisywanie przynajmniej jednej dobrej rzeczy, która nam się wydarzyła w danym dniu. Niby brzmi dobrze, ale jednak trochę przestraszyłam się tego pomysłu.

To trochę tak jak z tym zadaniem, w którym ktoś prosi cię, abyś wymienił swoje trzy mocne strony. Zazwyczaj nie masz z tym problemu. Wymieniasz trzy cechy i od razu łapie cię poczucie, że jestes super. Ale kiedy ktoś mówi, że masz wymienić tych mocnych stron przynajmniej ze dwadzieścia, to mimo że z pierwszymi pięcioma bez problemu dasz sobie radę, to prawdopodobnie z każdą kolejną będzie dotykać cię coraz mocniejsze poczucie frustracji. W końcu uwierzysz, że jesteś słaby.

Obawiałam się podobnego efektu, podejmując wyzwanie codziennego wyrażania wdzięczności, w związku z czym postawiłam przed sobą nieco inne zadanie.

Cel: rozliczać się ze sobą raz w miesiącu.

Z założenia ma to być  spotkanie z kartką papieru, zapisanie tego, co mi się udało, co mi się nie udało, zapytanie samej siebie, co było super lub przeanalizowanie tego, co mogę poprawić. Ale najważniejszym punktem jest wywołanie zdjęć z poprzedniego miesiąca. Różnych z d j ę ć. Nie tylko tych nadających się na Instagrama, ale takich, które najlepiej podsumowywałyby wydarzenia z kilku poprzednich tygodni.

Po pierwszym  razie nie mogłam uwierzyć, jak bardzo zmieniła mi się perspektywa. Możecie zgadnąć, co (przed wywołaniem zdjęć) powiedziałam w okolicach końca stycznia.

Ale ja nie chcę obudzić się pod koniec kwietnia. Jeszcze niedawno szykowałam się do domu na święta, myślałam o planach na Sylwestra, a już przed nami luty.

Cały pierwszy miesiąc nowego roku potrafiłam bezczelnie zamknąć jednym negatywnym zdaniem. Kilka dni później, zgodnie z wcześniejszym planem, zabrałam się bardziej rzetelnych podsumowań. I co? I byłam w absolutnym szoku, jak wiele dobrych rzeczy mogło umnkąć mojej uwadze. I jak wiele dobrego się stało. Koniec lutego również zostawił mnie zaskoczoną. I pod koniec marca też się dziwię.

Że dzieje sie tyle wspaniałych rzeczy. Że tylko wystarczy je zauważać, żeby czuć się dużo bardziej wspaniale. Że my czasam tak bardzo niepotrzebnie wybiegamy w przeszłość, teraźniejszość w ciągu sekundy zamieniając na czas przeszły.

Oczywiście, w ciągu ostatnich miesięcy kilkukrotnie przekonałam się, że w wielu dziedzinach jeszcze nie jestem w tych miejscach, w którym chciałabym się znaleźć. Mimo wszystko, staram się żyć w przekonaniu, że regularne ustalanie priorytetów z samą sobą zdecydowanie zwiększy moje szanse na to, aby dotrzeć na sam szczyt własnych możliwości.

Nie wiem, kto wpadł na pomysł, aby swoje życie podsumomywać raz do roku, a zmiany wprowadzać głównie noworocznie.

Ja chcę się cieszyć codziennie, obiecywać sobie poprawę co miesiąc i nie pytać samej siebie o to, co będę musiała zmienić od nowego roku, ale regularnie i świadomie drążyć, ile dobrego już za mną i ile jeszcze cudownych chwil przede mną.

I Wam też to gorąco polecam.
Z całego
(wdzięcznego)
serca.