W jakimś momencie przestałam w końcu odpowiadać na pytania w stylu: Gdzie się widzisz za 5 lat?, Co chciałabyś robić za 10? Świadomie próbuję się nad tym nie zastanawiać. Nauczyłam się też, jak szybko i sprawnie rozwiewać tego typu wątpliwości podczas rozmów kwalifikacyjnych.


Wpadłam na taki genialny pomysł, żeby w razie czego (zgodnie z prawdą) odpowiedzieć, że nie wiem. Ale nie dlatego, że nie mam żadnych porządnie wyznaczonych, mierzalnych, osiągalnych i określonych w czasie celów. Tymi mogę się śmiało pochwalić.

Nie wiem, bo w ciągu ostatnich kilku lat nauczyłam się, że oprócz marzeń jest jeszcze życie. I wszystko to, co w międzyczasie otwiera nam drzwi albo szczelnie je przed nami zamyka (przy okazji otwierając wówczas szeroko oczy).

Gdybyście spytali mnie 5 lat temu, co chcę robić w życiu, przedstawiłabym Wam jasno sprecyzowaną wizję. Gdybyśmy byli w trochę bardziej zażyłych stosunkach, prawdopodobnie nie ominęłoby Was nawet całe mnóstwo rozległych szczegółów.

Mniej więcej od 13. roku życia wydawało mi się, że w przyszłości będę dziennikarką. Już w gimnazjum zaczęłam pisać do magazynów studenckich i lokalnych gazet. Brałam udział w poważnych radiowych audycjach i biegałam z kamerzystą po różnych wydarzeniach. W liceum tylko utwierdzałam się w przekonaniu, że przez resztę życia powinnam pisać i przeprowadzać wywiady ze sławnymi osobami. Informowałam o tym z wielką dumą wszystkich znajomych, którzy nawet w okresie matury nie wiedzieli, jakie powinni wybrać studia.

Ja oczywiście (za marzeniami) wyjechałam do Warszawy, bo tylko tutaj znajdują się największe redakcje. Po odbyciu kilku praktyk, znalazłam jednak pracę w zupełnie innej branży. I co. I może wstyd się przyznać, ale 5 lat temu nawet nie wiedziałam, że w ogóle istnieje stanowisko, na którym teraz jestem. (Nie, nie zamieniłabym go na posadę w telewizji.)

B. G. John w swojej książce napisał, że żeby mieć pewność, że dążymy do tego, czego naprawdę pragniemy, trzeba to regularnie sprawdzać. To nie jest decyzja, którą podejmujemy raz na zawsze.*

I ja się z tym bardzo mocno zgadzam. Bo skąd masz wiedzieć, że ci coś smakuje, jeśli tego nigdy nie spróbujesz? No i skąd miałbyś wiedzieć, co ci smakuje najbardziej, nie mając okazji spróbować wszystkiego?

Nie musicie brać tego jakoś bardzo dosłownie. Chodzi mi tylko o to, żeby testować. Siebie, innych i różne sytuacje. Żeby zwracać szczególną uwagę na wszystkie te rzeczy, z którymi jest nam najlepiej. Żeby na bieżąco weryfikować własne potrzeby i regularnie sprawdzać, czy naprawdę chcemy tego, co wydaje nam się, że powinnyśmy mieć. Żeby umieć uczyć się na błędach i z biegiem czasu wiedzieć coraz lepiej, za czym w przyszłości się nie uganiać.

Żeby jak najwięcej się dowiadywać. Przede wszystkim o sobie samym. Może okazać się, że za jakiś czas wszystko stanie się nagle prostsze. A pewne wydarzenia – z perspektywy czasu – bardzo potrzebne.

Czasami prosimy Boga/los, aby wyciągnął nas z obecnej sytuacji. A może akurat ten Bóg/los specjalnie postawił nas właśnie w tym konkrentym miejscu,

żeby
trochę zmienić
nas samych?

 

 

* Bishop Gary John, Unf*ck yourself. Napraw się!