Chcę, żebyśmy wszystkie były piękne

W. powiedziała mi ostatnio, że jej nos z każdej strony wygląda inaczej. Przyznała z powagą w głosie, że prawy profil nijak ma się do lewego, po czym z gracją zaprezentowała mi obie wersje siebie.

– Hm, no może tak, no nie wiem – bąknęłam coś w tym stylu i zmieniłyśmy temat.

Chciałam rozpocząć jakiś motywacyjny monolog o tym, że nikt z nas nie jest symetryczny, ale bałam się, że nie wygram tej nierównej walki. To tak jakby ktoś powiedział, że nie widać, że przytyłam. No wiecie, kilka godzin po tym, jak moja waga podzieliła się zupełnie innym zdaniem.

Przecież jak założę spodnie z niższym stanem, podwinę koszulkę i stanę bokiem do lustra, to – jakkolwiek to zabrzmi – będzie widać ten duży brzuch jak na dłoni. Broń Boże, żebym wcześniej zjadła coś cięższego.

K. powiedziała mi ostatnio, że jej tatuaż jest nierówny. Podobno napis jakoś tak krzywo schodzi, a ostatnia literka brzydko się rozmazuje.

– Hm, no może tak, no nie wiem – bąknęłam coś w tym stylu i zmieniłyśmy temat.

Chciałam powiedzieć, że jak na niego patrzyłam, to niczego takiego nie zauważyłam, ale bałam się, że nie wygram tej nierównej walki. To tak jakby ktoś powiedział mi, że mam piękne paznokcie akurat tego dnia, kiedy nie marzę o niczym innym tylko o tym, żeby zmyć ten pięciodniowy kolor.

Przecież jak się przyjrzysz z bliska, to z lewej strony na prawym kciuku kawałek lakieru mocno odpryskuje.

M. powiedziała mi ostatnio, że ma grube uda. I w sumie dobrze, bo inaczej bym nie zauważyła.

Najpierw chciałam jej powiedzieć, że grube uda to ma Ashley Graham, a na insta obserwuje ją prawie 9 milionów ludzi, ale na szczeście zrobiło mi się w porę głupio, że w ogóle zdobyłam się na taką myśl…

No bo przepraszam bardzo, jakie to ma w ogóle znaczenie.  W którym momencie zaczęliśmy porównywać swoje kawałki ciała do upublicznionych kawałków ciała nieznajomych ludzi z innych rejonów świata? Kiedy za piękne oficjalnie uznaliśmy to, co pięknie sfotografowane? Dlaczego pozwoliliśmy, żeby o naszych kompleksach decydowały filtry instagrama?

Ja tak nie chcę. Zanim polajkują cię inni ludzie, powinnaś sama dobrze czuć się ze sobą.

Obrałam więc innym kierunek. Zdecydowałam, że po prostu powiem M., że jest głupia i że wcale nie ma grubych ud. Tylko że co ja mogę wiedzieć o jej udach. To tak jakby ktoś chciał się merytorycznie wypowiadać o moich. Absurd. Niezależnie od tego, co by powiedział, i tak pewnie nie miałby racji.

Skończyło się tym, że bezpiecznie przyznałam, że nigdy nie uznałabym, że uda mogłyby stanowić jej kompleks.

– Hm, no może tak, no nie wiem – bąknęłam coś w tym stylu i zmieniłyśmy temat.

Tylko, że wiecie co. Ja już nie mam ochoty więcej zmieniać tematu.

Te historie powtarzają się w moim życiu regularnie. W różnych konfiguracjach. Angażując w nie różne fragmenty pięknego ludzkiego ciała. Chociaż muszę przyznać, że i tak najlepszą z nich każdego dnia tworzę w swojej głowie sama.

Albo i nie.

Bo jeśli podobną wersję moich rozbudowanych opowieści o pojedynczych fałdkach i źle ułożonych włosach słyszę od bliskiej mi osoby, uświadamiam sobie, jak bardzo jest ona w gruncie rzeczy beznadziejna…

Nie chcę, żeby bliskie mi kobiety niepotrzebnie rozkładały siebie na czynniki pierwsze. Nie chcę, żeby niepotrzebnie tworzyły opinie na temat swoich krzywych nosów, siwych włosów i zmarszczek. Nie chcę, żeby aż tak się sobą przejmowały.

Bo dla mnie wszystkie są cudownymi (nawet jeśli niesymetrycznymi) całościami.

I obiecuję, że będę je przekonywać do tego, żeby wreszcie nauczyły się być samo piękne, dobre i życzliwe jakie potrafią być dwadzieścia cztery na siedem dla swoich najlepszych przyjaciół.