Co możemy zmienić (gdy jesteśmy smutni i wkurzeni)

Dojazd do pracy zajmuje mi średnio około czterdziestu pięciu minut. Zazwyczaj w okolicach trzydziestej minuty spotykam się z W., z którą przez kolejne piętanście rozmawiamy o rzeczach ważnych i ważniejszych.

Omawiamy wtedy głupie zachowania facetów z Tindera, obgadujemy wczorajsze pocałunki, rozkręcamy dramy i głośno zastanawiamy się nad tym, w którym momencie ludzie przestali zagadywać do siebie na ulicy.

Mówimy o dietach (które zaczniemy), oszczędnościach (które zgromadzimy), dobrych rzeczach (które zjemy) i pieniądzach (które wydamy).

W ciągu dnia nasze rozmowy będą jeszcze kontynuowane w okolicach kuchni, łazienki i gdzieś pomiędzy wierszami. Największe sekrety i tak wyjawimy sobie w małej salce konferencyjnej, siedząc na granatowej, welurowej kanapie. A po pracy zdzwonimy się, żeby jeszcze raz je na spokojnie przegadać.

Od dziesięciu dni W. jest na urlopie, co oznacza mniej więcej tyle, że od półtora tygodnia kilka stacji metra, drogę z metra do pracy, a potem z pracy do metra muszę pokonywać sama.

Żeby nie było mi zbyt cicho i smutno, przerzucam się na podcasty.

Nagle znowu ktoś do mnie mówi. Robi się znajomo i przyjemnie. Spacery w okolicach korpo umila mi (tu) Okuniewska. Uśmiecham się szczerze do jej trafnych sformułowań, a ludzie na ulicy myśląc, że to do nich, nerwowo odwracają wzrok w drugą stronę.

W odpowiedzi śmieję się jeszcze szerzej i wracam do kolekcjonowania zasłyszanych anegdotek, którymi pochwalę się później przy okazji pracowego śniadania.

Z ostatniego odcinka mojego ulubionego podcastu dowiaduję się na przykład o aplikacji, która pomaga w zrozumieniu funkcjonowania umysłu i uczy obserwowania własnych u c z u ć.

Asia w okolicach siódmej czterdzieści siedem z eskcytacją w głosie opowiada mi o tym, że Youper został stworzony przez zespół psychiatrów i psychologów. Że jest czymś w rodzaju darmowego terapeuty, który w czasie specjalnie zaprogramowanej rozmowy zmusza cię do zajrzenia wgłąb siebie.

Muszę przekonać się, jak to działa.

Tym razem na początek dnia (zamiast do przypadkowego typa z aplikacji randkowej), odzywam się więc do sztucznej inteligencji, która za chwilę zacznie wypytywać o szczegóły dotyczące mojego zdrowia psychicznego.

Oj, nie będzie łatwo – powtarzam w myślach (żeby nie było, że nie ostrzegałam), po czym challenguję zainstalowanego na moim iPhonie bota informując go o tym, jak bardzo jestem dzisiaj wkur.wiona.

Podświadomie liczę na jakiś nieśmieszny żart i słabe rekomendacje, ale okazuje się, że Youper przychodzi do mnie z jednym, ale strasznie mądrym zdaniem. Zdaniem, które będę powtarzać niedługo wszystkim moim bliskim w chwilach zwątpienia i którym z przyjemnością nakarmię również siebie.

Są dokładnie dwie rzeczy, które możesz zrobić, jeśli czujesz się w danym momencie zły/smutny/zdenerwowany czy wkur.wiony. Uwaga. Możesz albo zmienić sytuację, w której jesteś albo popracować nad kierunkiem swoich myśli.

Zafascynowana tą złotą m y ś l ą, dzwonię do W. Kiedy okazuje się, że tym razem wyjątkowo nie rekomenduję jej aplikacji do poznawania ludzi, W. postanawia przetestować ją na własnej skórze własnych emocjach.

Przez chwilę w słuchawce słyszę tylko ciszę, którą za chwilę zastąpi wybuch niezadowolenia.

– Bez sensu. Powiedziała mi to samo co tobie – stwierdza W. z irytacją w głosie.

Zgodziłabym się, gdyby nie to, że…
… to właśnie ma olbrzymi sens.

Bo nawet jeśli każdy z nas jest imponująco wyjątkowy, to na koniec dnia i tak zostaje z zestawem subiektywnych odczuć, które są spowodowane totalnie pospolitymi sytuacjami i równie powtarzalnymi myślami.

Te myśli kłębią się w głowach ludzi na całym świecie, decydując bezczelnie o ich samopoczuciach. A rzeczy się dzieją, niezależnie od tego, czy wyrażamy na to zgodę, czy nie.

Dlatego jeśli jest nam źle, to w pierwszej kolejności powinniśmy zdecydować,
czy lepiej zmienić  sytuację, w której się znaleźliśmy, czy

popracować nad kierunkiem naszych myśli.