Jestem szczęściem

Obudziłam się. Uśmiechnęłam. Przytuliłam do siebie. Wyciągnęłam dłonie. Nie spojrzałam na telefon. Wypiłam kawę z ciepłym mlekiem. Zjadłam makaron w sosie pomidorowo-paprykowym na śniadanie. Położyłam się na podłodze, oddzielona od niej tylko cienką różową matą. I przesiąkałam.

Dobrem, wolnością i muzyką.

Słuchałam siebie zamiast pięknych pań z telewizji. Zwracałam uwagę na swoje odbicie w lustrze zamiast obserwować obce ciała kobiet z instagrama. Komentowałam własne myśli zamiast tych udostępnionych w sieci, już nawet nie wiadomo przez kogo. Czułam.

Siebie, wolność i muzykę.

Jestem zmianą. Idę do przodu. I odkrywam w sobie wszystko to, czego do tej pory nie pozwalałam sobie poczuć. Do kolekcji własnych przeżyć, emocji i wrażeń dokładam te zupełnie wcześniej mi nieznane. Ekscytuję się na samą myśl, że czeka na mnie jeszcze tak wiele rzeczy, które gdzieś kiedyś mi się zdarzą. Że przede mną jeszcze tyle nieodkrytych przyjemności, z którymi się zapoznam.

Z. opowiadała mi ostatnio o Star Warsach, które oglądała jakieś milion razy. Przyznała, że nie rozumie tych, którzy nigdy ich nie widzieli, ale z drugiej strony tak mocno im zazdrości. Tego, że będą mogli obejrzeć je po raz p i e r w s z y.

Pomyślałam sobie wtedy, że ja się właśnie tak czuję. Jakbym codziennie oglądała zupełnie nowy film. Jakbym codziennie próbowała nowych smaków. Jakbym nieustannie dowiadywała się, że t a k też można.

Jestem szczęściem. Gdyby ktoś zapytał, co w sobie lubię najbardziej, to odpowiedziałabym, że tę niezłomną wiarę w to, że w s z y s t k o jest dla mnie dobre. Że każde doświadczenie przynosi jakąś cenną lekcję.

Tak bardzo cieszę się, że nigdy nie nauczyłam się pielęgnować w sobie smutku. Chociaż w głębi serca smutek bardzo szanuję. Bo bez niego nie byłoby ani potrzeby zmiany, ani radości, która jest przepiękna.

Jestem akceptacją. Wszystkiego, co się wydarza. Każdego, nawet najmniejszego, doświadczenia. Każdego zachowania i każdego człowieka.

Jestem wdziękiem. I jestem wdzięcznością. Może właśnie dlatego jestem szczęściem. Bo dostrzegam i doceniam to, kim jestem, gdzie jestem i jakich ludzi mam wokół siebie (nawet jeśli nie opuszcza mnie silna potrzeba bycia zmianą).

Przez długi czas moim życiowym motto było sometimes you win, sometimes you learn. Teraz już wiem, że każde learn to jeszcze więcej niż win.

Dlatego

jestem zwrotem akcji, rewolucją i dążeniem,
jestem tańcem, ruchem i dźwiękiem,
jestem ciężką pracą, słowami i śmiechem.

Jestem ciekawością.

Jestem.

Rozmawiałam ostatnio z W. Opowiadając mi o pewnym doświadczeniu, wypowiedziała jedną bardzo ważną rzecz (ofc, among the others). I ja to stwierdzenie postanowiłam zacząć całą sobą pielęgnować.

W. przyznała: Nie wiedziałam, że ja tak mogę lubić.

I właśnie wtedy stwierdziłam, że ja tak bardzo chcę być wszystkim tym, dzięki czemu dowiem się,

czego mogę chcieć
i co mogę uwielbiać.