W 2020 obiecuję sobie chcieć

.

2020 pachnie przeżyciami.

Znaczącymi spojrzeniami.
Długimi wieczorami.
Rozmowami do rana.
Nagimi ciałami.
Gorącymi kąpielami.
Wirującym seksem.
Uśmiechniętymi oczami.
Pięknymi zapachami.
Lśniącymi włosami.
Pisaniem bez opamiętania.
Fajerwerkami nie tylko na niebie.
Telefonami o trzeciej nad ranem.
Muzyką na żywo.
I tańcem pod gołym niebem.

2020 pachnie emocjami.

Pięknymi słowami.
Dotrzymanymi obietnicami.
Jogą w powietrzu.
Cierpliwością.
Przyjemnościami.
Namiętnością.
I rozwojem.

2020 pachnie intensywnymi odczuciami.
I strasznie podoba mi się ten zapach.

Dokładnie rok temu o tej porze pisałam tutaj o szczęściu. O przyjmowniu z akceptacją wszystkiego, co się wydarza, łagodzeniu listy noworocznych celów i wyrabianiu w sobie predyspozycji do odczuwania radości. Życzyłam nam wówczas, żeby 2019 był rokiem wdzięczności. W okolicach 14 stycznia opublikowałam nawet wpis o wymownym tytule: W 2019 obiecuję sobie nie chcieć.

Byłam wtedy zupełnie w innym miejscu. Otoczonami innymi ludźmi, w innej pracy. Z innym mężczyzną.

Zupełnie nieświadoma, ile w ciągu kolejnych dwunastu miesięcy czeka na mnie zmian. Zmian, które nie będą łatwe, ale na koniec dnia przyniosą wiele rozkoszy. Nie wiedziałam, ile czeka na mnie lekcji, które przygotują mnie to, żeby w końcu nauczyć się wymagać i prosić o więcej.

Dlatego w 2020 obiecuję sobie chcieć.

Chcę sobie pozwalać.
Cieszyć się.
(Od)puszczać sobie.
I się puszczać.

Chcę
być
na 100%.

Uśmiechać się.
Nie bać się kochać.
Tańczyć.
Zachwycać innych.
I się zachwycać.

Chcę umieć przepaść.

Nauczyć się czerpać,
czuć i nie tylko częstować,
ale zajadać tym, co serwuje życie.

Chcę chłonąć.
Chcę płonąć.